Ponad pół godziny trwało wtorkowe spotkanie ministra spraw Andrzeja Czumy z jego poprzednikiem - Zbigniewem Ćwiąkalskim. "Wymieniliśmy doświadczenia" - powiedzieli po spotkaniu dziennikarzom.
Czuma oświadczył, że Ćwiąkalski zaprezentował mu dorobek ministerstwa, nad którym pracuje teraz parlament. Minister nie odpowiedział na pytanie, czy akceptuje koncepcję rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego i czy będzie kontynuować dzieło poprzednika w tej materii.
Ćwiąkalski powiedział natomiast, że Czuma uważa pomysł za dobry, ale nie składał deklaracji, że będzie kontynuował nad nim prace "od razu". Obaj ministrowie potwierdzili, że będą się spotykać, ilekroć zajdzie taka potrzeba.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 stycznia 2009
środa, 30 lipca 2008
Tusk: Zrobimy wszystko na 100 proc.
Rząd będzie się koncentrował na pracy tam, gdzie nie będzie ona narażona na "kłótnie w Sejmie i politycznie uwarunkowane weto prezydenta" - zadeklarował premier Donald Tusk.
Przy okazji wizyty w Konstantynowie Łódzkim, gdzie otworzono kompleks sportowy, premier był pytany o doniesienia "Dziennika", według którego pomysłem polityków Platformy na przeprowadzanie zmian - bez narażania się na weto prezydenta - ma być rządzenie przy pomocy rozporządzeń.
Tusk ocenił, że gdyby budowa boiska, takiego jak w Konstantynowie Łódzkim, zależała od ustawy, a nie od codziennej pracy, to "najprawdopodobniej także zostałaby zawetowana". - Dlatego będziemy się koncentrować na rządzeniu i codziennej pracy tam, gdzie nie trzeba tej pracy narażać na kłótnie i konflikty w Sejmie i politycznie uwarunkowane weto pana prezydenta - oświadczył premier.
- Będziemy się starali to wszystko co jest niezależne od sporu politycznego robić tak dobrze jak potrafimy. Tam, gdzie możliwe jest budowanie bez ustaw i tego politycznego sporu, zrobimy wszystko na 100 proc., a jak będzie trzeba to na 120 proc. - dodał.
Premier oświadczył również, że nie po to PO wygrała wybory parlamentarne, żeby - bez żadnego istotnego powodu - fundować Polakom kolejne. Jak dodał, na razie rząd ma wystarczająco dużo władzy, żeby pracować.
- Nie trzeba być pazernym na władzę przesadnie, poprzednicy byli pazerni na władzę i zostali ukarani bardzo szybko przez wyborców - podkreślił szef rządu na konferencji prasowej w Konstantynowie Łódzkim.
- Gdybyśmy nie byli w stanie budować, organizować pracy, to oczywiście trzeba by powiedzieć "dosyć". Ale w tej chwili niezależnie od obstrukcji, jaką stosuje opozycja i prezydent, wiele rzeczy można będzie zrobić" - ocenił premier. Jego zdaniem małymi krokami, ale bardzo konsekwentnymi, kilka ważnych rzeczy dla Polaków rząd będzie w stanie zrobić.
- Dlatego nie przewidujemy w najbliższym kalendarzu nawet zastanawiania się nad tym, czy Polsce potrzebne byłyby wcześniejsze wybory parlamentarne. Nawet gdyby sondaże miałyby być 60 proc. (dla PO - przyp. red.) i niektórzy by podpowiadali: "no zróbcie wybory, będziecie mieli więcej" - mówił Tusk.
Przy okazji wizyty w Konstantynowie Łódzkim, gdzie otworzono kompleks sportowy, premier był pytany o doniesienia "Dziennika", według którego pomysłem polityków Platformy na przeprowadzanie zmian - bez narażania się na weto prezydenta - ma być rządzenie przy pomocy rozporządzeń.
Tusk ocenił, że gdyby budowa boiska, takiego jak w Konstantynowie Łódzkim, zależała od ustawy, a nie od codziennej pracy, to "najprawdopodobniej także zostałaby zawetowana". - Dlatego będziemy się koncentrować na rządzeniu i codziennej pracy tam, gdzie nie trzeba tej pracy narażać na kłótnie i konflikty w Sejmie i politycznie uwarunkowane weto pana prezydenta - oświadczył premier.
- Będziemy się starali to wszystko co jest niezależne od sporu politycznego robić tak dobrze jak potrafimy. Tam, gdzie możliwe jest budowanie bez ustaw i tego politycznego sporu, zrobimy wszystko na 100 proc., a jak będzie trzeba to na 120 proc. - dodał.
Premier oświadczył również, że nie po to PO wygrała wybory parlamentarne, żeby - bez żadnego istotnego powodu - fundować Polakom kolejne. Jak dodał, na razie rząd ma wystarczająco dużo władzy, żeby pracować.
- Nie trzeba być pazernym na władzę przesadnie, poprzednicy byli pazerni na władzę i zostali ukarani bardzo szybko przez wyborców - podkreślił szef rządu na konferencji prasowej w Konstantynowie Łódzkim.
- Gdybyśmy nie byli w stanie budować, organizować pracy, to oczywiście trzeba by powiedzieć "dosyć". Ale w tej chwili niezależnie od obstrukcji, jaką stosuje opozycja i prezydent, wiele rzeczy można będzie zrobić" - ocenił premier. Jego zdaniem małymi krokami, ale bardzo konsekwentnymi, kilka ważnych rzeczy dla Polaków rząd będzie w stanie zrobić.
- Dlatego nie przewidujemy w najbliższym kalendarzu nawet zastanawiania się nad tym, czy Polsce potrzebne byłyby wcześniejsze wybory parlamentarne. Nawet gdyby sondaże miałyby być 60 proc. (dla PO - przyp. red.) i niektórzy by podpowiadali: "no zróbcie wybory, będziecie mieli więcej" - mówił Tusk.
Oskarżony o gwałt prezydent Olsztyna nie ustąpi
Przebywający w białostockim areszcie prezydent Olsztyna Jerzy Małkowski, w liście który trafił w środę do olsztyńskich radnych napisał, że "nie jest przestępcą, ale ofiarą pomówień oraz, że nie popełnił czynów, o które jest oskarżony".
Małkowski, który jest podejrzany o molestowanie urzędniczek i gwałt na jednej z nich - ciężarnej, oświadczył też, że mimo apelu radnych nie zamierza zrezygnować z urzędu.
List wysłany przez Małkowskiego z aresztu trafił w środę do olsztyńskich radnych obradujących na sesji. W piśmie - napisanym odręcznie na kartce w kratkę - do którego dotarł PAP, Małkowski stwierdził, że w świetle prawa karnego jest niewinny.
"Z uwagą i poczuciem odpowiedzialności zapoznałem się z państwa apelem o dobrowolne zrzeczenie się urzędu prezydenta miasta Olsztyn skutkujące wygaśnięciem mandatu, jaki otrzymałem z rąk naszej społeczności" - napisał Małkowski.
Podkreślił, że jest niewinny i nie zamierza rezygnować z mandatu. W jego opinii są także inne powody uniemożliwiające złożenie rezygnacji z pełnionej funkcji. Jak dodał Małkowski chodzi o pozbawioną - jego zdaniem - podstaw merytorycznych uchwałę, w której radni nie udzielili mu absolutorium z wykonania budżetu za 2007 rok, a co za tym idzie rada miasta rozpoczęła procedurę odwołania go w drodze referendum.
"Moja w tym stanie prawnym i faktycznym rezygnacja byłaby niczym innym jak tylko potwierdzeniem oczywistej nieprawdy w kwestii oceny wykonania budżetu za 2007 rok - budżet został zrealizowany bardzo dobrze" - napisał Małkowski.
Podkreślił, że rada miasta rozpoczynając procedurę odwołania z funkcji prezydenta miasta w drodze referendum wyłączyła jego osobę z całej sprawy.
List nosi datę 29 czerwca 2008 i wpłynął formalnie do olsztyńskiego magistratu 30 lipca. Przeszedł przez prokuraturę i areszt śledczy w Białymstoku "bez cenzury". Taki dopisek widnieje na kopercie.
Małkowski, który jest podejrzany o molestowanie urzędniczek i gwałt na jednej z nich - ciężarnej, oświadczył też, że mimo apelu radnych nie zamierza zrezygnować z urzędu.
List wysłany przez Małkowskiego z aresztu trafił w środę do olsztyńskich radnych obradujących na sesji. W piśmie - napisanym odręcznie na kartce w kratkę - do którego dotarł PAP, Małkowski stwierdził, że w świetle prawa karnego jest niewinny.
"Z uwagą i poczuciem odpowiedzialności zapoznałem się z państwa apelem o dobrowolne zrzeczenie się urzędu prezydenta miasta Olsztyn skutkujące wygaśnięciem mandatu, jaki otrzymałem z rąk naszej społeczności" - napisał Małkowski.
Podkreślił, że jest niewinny i nie zamierza rezygnować z mandatu. W jego opinii są także inne powody uniemożliwiające złożenie rezygnacji z pełnionej funkcji. Jak dodał Małkowski chodzi o pozbawioną - jego zdaniem - podstaw merytorycznych uchwałę, w której radni nie udzielili mu absolutorium z wykonania budżetu za 2007 rok, a co za tym idzie rada miasta rozpoczęła procedurę odwołania go w drodze referendum.
"Moja w tym stanie prawnym i faktycznym rezygnacja byłaby niczym innym jak tylko potwierdzeniem oczywistej nieprawdy w kwestii oceny wykonania budżetu za 2007 rok - budżet został zrealizowany bardzo dobrze" - napisał Małkowski.
Podkreślił, że rada miasta rozpoczynając procedurę odwołania z funkcji prezydenta miasta w drodze referendum wyłączyła jego osobę z całej sprawy.
List nosi datę 29 czerwca 2008 i wpłynął formalnie do olsztyńskiego magistratu 30 lipca. Przeszedł przez prokuraturę i areszt śledczy w Białymstoku "bez cenzury". Taki dopisek widnieje na kopercie.
wtorek, 29 lipca 2008
Spotkanie prezydenta z pracownikami służby zdrowia
W Pałacu Prezydenckim rozpoczęły się we wtorek po południu rozmowy prezydenta Lecha Kaczyńskiego z przedstawicielami organizacji związkowych oraz samorządów zawodowych uczestniczących w pracach sejmowej Komisji Zdrowia nad pakietem ustaw zdrowotnych.
Prezydent Kaczyński podkreślił, że jest zwolennikiem gospodarki rynkowej, ale służba zdrowia powinna podlegać w jak najmniejszym stopniu gospodarce.
Szefowa Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność" Maria Ochman mówiła PAP przed spotkaniem, że związkowcy chcą, by prezydent przyczynił się do wprowadzenie zmian w ustawach zdrowotnych, które przygotowała PO.
Oprócz "Solidarności" w spotkaniu z prezydentem uczestniczą także przedstawiciele Federacji Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej OPZZ, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Dorota Gardias, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł oraz prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Elżbieta Buczkowska. Nie ma na spotkaniu przedstawicieli Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Ochman podkreślała, że związki zawodowe chcą przedstawić Lechowi Kaczyńskiemu relację z prac sejmowej Komisji Zdrowia. "Mamy nadzieję, że pan prezydent wykorzystując możliwości jakie daje mu konstytucja, wpłynie na zmiany w ustawach zdrowotnych. Nie chcielibyśmy, żeby doszło do sytuacji, w której jedynym rozwiązaniem będzie prezydenckie weto" - powiedziała.
- Prezydent może zwołać radę gabinetową, spotkać się z klubami parlamentarnymi lub z sejmową Komisją Zdrowia - dodała Ochman.
Związkowcy i przedstawiciele medycznych samorządów zawodowych zarzucają koalicji "łamanie zasad dialogu społecznego, szerzenie nieprawdy i nieuwzględniania wypracowanych wcześniej rozwiązań".
W ubiegły czwartek sejmowa Komisja Zdrowia zakończyła prace nad sprawozdaniami podkomisji. We wrześniu posłowie mają zająć się przepisami wprowadzającymi ustawy zdrowotne. Procedowano pięć projektów: o ZOZ-ach, który pozwala na przekształcanie szpitali w spółki, o ochronie praw pacjenta i o Rzeczniku Praw Pacjenta, o akredytacji w ochronie zdrowia, o konsultantach krajowych i wojewódzkich w ochronie zdrowia oraz o pracownikach zakładów opieki zdrowotnej.
Oburzenie partnerów społecznych wzbudza tryb prac nad ustawami wprowadzającymi systemowe zmiany w ochronie zdrowia. Jako projekty poselskie nie podlegały konsultacjom społecznym, a podczas prac w podkomisji wprowadzono do nich poprawki, całkowicie zmieniające ich charakter.
Reprezentanci największych związków zawodowych oraz samorządów wielokrotnie podkreślali, że ustawy wprowadzające tak znaczące zmiany nie były przedmiotem konsultacji w Komisji Trójstronnej, a ustalenia wypracowane podczas "białego szczytu" nie zostały wzięte pod uwagę. Podczas prac komisji także nie uwzględniono uwag zgłaszanych przez partnerów społecznych.
Tymczasem poprawki podkomisji wprowadziły do ustaw zmiany niekorzystne zarówno dla nich, jak i dla pacjentów. Np. ustawa o pracownikach ZOZ-ów pozbawi ich większości obecnych uprawnień, a ustawa o ZOZ-ach wprowadza obowiązkowe przekształcenia szpitali w spółki. Na znak protestu wobec trybu prac przedstawiciele strony społecznej zrezygnowali z udziału w podkomisji, jednak w komisji także nie udało im się przeforsować istotnych z ich punktu widzenia poprawek.
Prezydent Kaczyński podkreślił, że jest zwolennikiem gospodarki rynkowej, ale służba zdrowia powinna podlegać w jak najmniejszym stopniu gospodarce.
Szefowa Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność" Maria Ochman mówiła PAP przed spotkaniem, że związkowcy chcą, by prezydent przyczynił się do wprowadzenie zmian w ustawach zdrowotnych, które przygotowała PO.
Oprócz "Solidarności" w spotkaniu z prezydentem uczestniczą także przedstawiciele Federacji Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej OPZZ, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Dorota Gardias, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł oraz prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Elżbieta Buczkowska. Nie ma na spotkaniu przedstawicieli Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Ochman podkreślała, że związki zawodowe chcą przedstawić Lechowi Kaczyńskiemu relację z prac sejmowej Komisji Zdrowia. "Mamy nadzieję, że pan prezydent wykorzystując możliwości jakie daje mu konstytucja, wpłynie na zmiany w ustawach zdrowotnych. Nie chcielibyśmy, żeby doszło do sytuacji, w której jedynym rozwiązaniem będzie prezydenckie weto" - powiedziała.
- Prezydent może zwołać radę gabinetową, spotkać się z klubami parlamentarnymi lub z sejmową Komisją Zdrowia - dodała Ochman.
Związkowcy i przedstawiciele medycznych samorządów zawodowych zarzucają koalicji "łamanie zasad dialogu społecznego, szerzenie nieprawdy i nieuwzględniania wypracowanych wcześniej rozwiązań".
W ubiegły czwartek sejmowa Komisja Zdrowia zakończyła prace nad sprawozdaniami podkomisji. We wrześniu posłowie mają zająć się przepisami wprowadzającymi ustawy zdrowotne. Procedowano pięć projektów: o ZOZ-ach, który pozwala na przekształcanie szpitali w spółki, o ochronie praw pacjenta i o Rzeczniku Praw Pacjenta, o akredytacji w ochronie zdrowia, o konsultantach krajowych i wojewódzkich w ochronie zdrowia oraz o pracownikach zakładów opieki zdrowotnej.
Oburzenie partnerów społecznych wzbudza tryb prac nad ustawami wprowadzającymi systemowe zmiany w ochronie zdrowia. Jako projekty poselskie nie podlegały konsultacjom społecznym, a podczas prac w podkomisji wprowadzono do nich poprawki, całkowicie zmieniające ich charakter.
Reprezentanci największych związków zawodowych oraz samorządów wielokrotnie podkreślali, że ustawy wprowadzające tak znaczące zmiany nie były przedmiotem konsultacji w Komisji Trójstronnej, a ustalenia wypracowane podczas "białego szczytu" nie zostały wzięte pod uwagę. Podczas prac komisji także nie uwzględniono uwag zgłaszanych przez partnerów społecznych.
Tymczasem poprawki podkomisji wprowadziły do ustaw zmiany niekorzystne zarówno dla nich, jak i dla pacjentów. Np. ustawa o pracownikach ZOZ-ów pozbawi ich większości obecnych uprawnień, a ustawa o ZOZ-ach wprowadza obowiązkowe przekształcenia szpitali w spółki. Na znak protestu wobec trybu prac przedstawiciele strony społecznej zrezygnowali z udziału w podkomisji, jednak w komisji także nie udało im się przeforsować istotnych z ich punktu widzenia poprawek.
piątek, 25 kwietnia 2008
TVP zawiadomiła prokuraturę ws. wycieku z audytu
TVP złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z ujawnieniem tajnego raportu z audytu, jaki przeprowadziła w spółce firma Ernst & Young.
TVP zawiadomi też Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego o naruszeniu ustawy o ochronie informacji niejawnych.
Informacje z raportu ujawniło w piątek Radio ZET. Według stacji, z dokumentu wynika m.in., że z pieniędzy TVP sfinansowane zostały procesy sądowe b. dyrektor TVP1 Małgorzaty Raczyńskiej oraz wiceszefowej Agencji Informacji Patrycji Koteckiej. Radio ZET informuje też, że "telewizja dopłaca do każdego programu komercyjnego aż 15 proc. z abonamentu", podczas gdy powinny być z niego finansowane tylko programy misyjne. Według stacji raport ma wskazywać też na "żenująco niską efektywność programów".
W przesłanym komunikacie TVP informuje, że tajny raport sporządzony był w sześciu egzemplarzach i zdeponowany w Kancelarii Tajnej TVP. Według TVP pięć egzemplarzy wciąż znajduje się w TVP, z wyjątkiem egzemplarza nr 2, który 28 lutego "został przekazany Ministrowi Skarbu Państwa Panu Aleksandrowi Gradowi, a w dniu 25 kwietnia br. Radio ZET poinformowało, że ma tajny raport z audytu w TVP".
TVP zawiadomi też Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego o naruszeniu ustawy o ochronie informacji niejawnych.
Informacje z raportu ujawniło w piątek Radio ZET. Według stacji, z dokumentu wynika m.in., że z pieniędzy TVP sfinansowane zostały procesy sądowe b. dyrektor TVP1 Małgorzaty Raczyńskiej oraz wiceszefowej Agencji Informacji Patrycji Koteckiej. Radio ZET informuje też, że "telewizja dopłaca do każdego programu komercyjnego aż 15 proc. z abonamentu", podczas gdy powinny być z niego finansowane tylko programy misyjne. Według stacji raport ma wskazywać też na "żenująco niską efektywność programów".
W przesłanym komunikacie TVP informuje, że tajny raport sporządzony był w sześciu egzemplarzach i zdeponowany w Kancelarii Tajnej TVP. Według TVP pięć egzemplarzy wciąż znajduje się w TVP, z wyjątkiem egzemplarza nr 2, który 28 lutego "został przekazany Ministrowi Skarbu Państwa Panu Aleksandrowi Gradowi, a w dniu 25 kwietnia br. Radio ZET poinformowało, że ma tajny raport z audytu w TVP".
Echa afery podsłuchowej w Krakowie
Prokuratura Apelacyjna w Krakowie sprawdzi całe śledztwo w sprawie rzekomej korupcji w Urzędzie Miasta Krakowa - powiedział reporterowi RMF FM minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski.
To efekt ujawnionych przez naszych dziennikarzy informacji, że w czasie śledztwa prokuratorzy zdecydowali się założyć podsłuchy kilkunastu osobom, w tym działaczom Platformy Obywatelskiej.
Według naszych ustaleń podsłuchiwano m.in. ówczesnego senatora PO Andrzeja Gołasia, posła Tomasza Szczypińskiego, a także radnych miasta z PO Bogusława Kośmidra i Kajetana d'Obyrna. Śledztwo jeszcze prowadzi prokuratura okręgowa, materiały lada dzień zostaną skontrolowane. Sprawdzi to prokuratura apelacyjna, ewentualnie prokuratura krajowa. Ta sprawa musi być wyjaśniona. (?) Prokuratorzy, przełożeni wiedzą co w takim wypadku trzeba zrobić. Przypuszczam, że już podjęli w tym zakresie pewne decyzje - stwierdził Zbigniew Ćwiąkalski.
Musi być zbadana cała sprawa, bo tu nie chodzi tylko o same podsłuchy, ale także o pewien plan śledztwa, sposób postępowania, stawiane zarzuty. Myślę, że sprawa wymaga bardziej kompleksowego potraktowania - zaznaczył minister sprawiedliwości.
W przyszłym tygodniu krakowska Platforma Obywatelska ma złożyć w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na nadużyciu władzy. Prokuratura Okręgowa w Krakowie nadal nie komentuje całej sprawy.
To efekt ujawnionych przez naszych dziennikarzy informacji, że w czasie śledztwa prokuratorzy zdecydowali się założyć podsłuchy kilkunastu osobom, w tym działaczom Platformy Obywatelskiej.
Według naszych ustaleń podsłuchiwano m.in. ówczesnego senatora PO Andrzeja Gołasia, posła Tomasza Szczypińskiego, a także radnych miasta z PO Bogusława Kośmidra i Kajetana d'Obyrna. Śledztwo jeszcze prowadzi prokuratura okręgowa, materiały lada dzień zostaną skontrolowane. Sprawdzi to prokuratura apelacyjna, ewentualnie prokuratura krajowa. Ta sprawa musi być wyjaśniona. (?) Prokuratorzy, przełożeni wiedzą co w takim wypadku trzeba zrobić. Przypuszczam, że już podjęli w tym zakresie pewne decyzje - stwierdził Zbigniew Ćwiąkalski.
Musi być zbadana cała sprawa, bo tu nie chodzi tylko o same podsłuchy, ale także o pewien plan śledztwa, sposób postępowania, stawiane zarzuty. Myślę, że sprawa wymaga bardziej kompleksowego potraktowania - zaznaczył minister sprawiedliwości.
W przyszłym tygodniu krakowska Platforma Obywatelska ma złożyć w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na nadużyciu władzy. Prokuratura Okręgowa w Krakowie nadal nie komentuje całej sprawy.
Zarzuty Olejniczaka "krzywdzące" dla PiS
Według szefa klubu PiS Przemysława Gosiewskiego, zarzuty przewodniczącego SLD Wojciecha Olejniczaka pod adresem Prawa i Sprawiedliwości są "krzywdzące".
Podkreślił, że politycy nie mieli żadnego wpływu na zatrzymanie Barbary Blidy.
Zdaniem Olejniczaka, okoliczności śmierci Barbary Blidy świadczą o tym, że była to "akcja polityczna" przeciwko SLD, prowadzona przez PiS. Blida popełniła samobójstwo 25 kwietnia 2007 r., gdy funkcjonariusze ABW przyszli przeszukać jej dom i - na polecenie Prokuratury Okręgowej w Katowicach - zatrzymać ją w związku z podejrzeniami o korupcję w handlu węglem.
- Wiemy, że była to akcja polityczna prowadzona przeciwko SLD, przeciwko całej polskiej lewicy, prowadzona przez polityków PiS - mówił Olejniczak w piątek w Sejmie.
- Olejniczak wypowiada się w sposób krzywdzący, całkowicie sprzeczny ze stanem faktycznym - powiedział na piątkowej konferencji w Sejmie szef klubu PiS.
Jak podkreślił, kwestia zatrzymania Barbary Blidy wynikała z toczących się postępowań w sprawach afery węglowej, "była deczyją czysto procesową, na którą wpływu nie mieli żadni politycy".
Gosiewski zaapelował też do szefa komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy Ryszarda Kalisza (Lewica), by "nie był przeciwny jawności prac tej komisji, bo jest potrzeba, by zeznania prokuratorów nie były utajniane".
Szef klubu PiS podkreślił, że jest też potrzeba, by w ramach prac komisji zostały zbadane także inne wątki afery węglowej.
Z kolei b.minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podkreślił w piątkowej rozmowie z dziennikarzami, że "ostatnie, jawne przesłuchania prokuratorów w Sejmie (przez komisję śledczą ws. Blidy - przyp. red.) zadają kłam twierdzeniom, że były z jego strony jakieś naciski na nich".
- Nigdy się ze mną nie kontaktowali, samodzielnie podejmowali decyzje, byli niezależni w swoich działaniach - oświadczył Ziobro.
W tym tygodniu podczas posiedzenia komisji śledczej m.in. katowicki prokurator Piotr Wolny zeznał, że nie wywierano na niego nacisków ws. prowadzonego śledztwa odnośnie dokonywania lub zaniechania określonych czynności procesowych.
Ziobro mówił, że "funkcjonariusze nie przyszli i nie zastrzelili pani Barbary Blidy, tak jak to za czasów pana (Ryszarda) Kalisza funkcjonariusze mu podlegli zastrzelili dwoje niewinnych studentów w Łodzi".
- Dochodzi nawet do takich błędów ze strony funkcjonariuszy państwa, ale tu takich błędów nie było - powiedział. - Tutaj sama pani Barbara Blida, mając swobodę decyzji, udała się do łazienki i targnęła się na własne życie, co jest tragedią, rzeczą wymagającą współczucia, ale takie historie zdarzają się i to niestety nierzadko - mówił b.minister.
Podkreślił, że politycy nie mieli żadnego wpływu na zatrzymanie Barbary Blidy.
Zdaniem Olejniczaka, okoliczności śmierci Barbary Blidy świadczą o tym, że była to "akcja polityczna" przeciwko SLD, prowadzona przez PiS. Blida popełniła samobójstwo 25 kwietnia 2007 r., gdy funkcjonariusze ABW przyszli przeszukać jej dom i - na polecenie Prokuratury Okręgowej w Katowicach - zatrzymać ją w związku z podejrzeniami o korupcję w handlu węglem.
- Wiemy, że była to akcja polityczna prowadzona przeciwko SLD, przeciwko całej polskiej lewicy, prowadzona przez polityków PiS - mówił Olejniczak w piątek w Sejmie.
- Olejniczak wypowiada się w sposób krzywdzący, całkowicie sprzeczny ze stanem faktycznym - powiedział na piątkowej konferencji w Sejmie szef klubu PiS.
Jak podkreślił, kwestia zatrzymania Barbary Blidy wynikała z toczących się postępowań w sprawach afery węglowej, "była deczyją czysto procesową, na którą wpływu nie mieli żadni politycy".
Gosiewski zaapelował też do szefa komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy Ryszarda Kalisza (Lewica), by "nie był przeciwny jawności prac tej komisji, bo jest potrzeba, by zeznania prokuratorów nie były utajniane".
Szef klubu PiS podkreślił, że jest też potrzeba, by w ramach prac komisji zostały zbadane także inne wątki afery węglowej.
Z kolei b.minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podkreślił w piątkowej rozmowie z dziennikarzami, że "ostatnie, jawne przesłuchania prokuratorów w Sejmie (przez komisję śledczą ws. Blidy - przyp. red.) zadają kłam twierdzeniom, że były z jego strony jakieś naciski na nich".
- Nigdy się ze mną nie kontaktowali, samodzielnie podejmowali decyzje, byli niezależni w swoich działaniach - oświadczył Ziobro.
W tym tygodniu podczas posiedzenia komisji śledczej m.in. katowicki prokurator Piotr Wolny zeznał, że nie wywierano na niego nacisków ws. prowadzonego śledztwa odnośnie dokonywania lub zaniechania określonych czynności procesowych.
Ziobro mówił, że "funkcjonariusze nie przyszli i nie zastrzelili pani Barbary Blidy, tak jak to za czasów pana (Ryszarda) Kalisza funkcjonariusze mu podlegli zastrzelili dwoje niewinnych studentów w Łodzi".
- Dochodzi nawet do takich błędów ze strony funkcjonariuszy państwa, ale tu takich błędów nie było - powiedział. - Tutaj sama pani Barbara Blida, mając swobodę decyzji, udała się do łazienki i targnęła się na własne życie, co jest tragedią, rzeczą wymagającą współczucia, ale takie historie zdarzają się i to niestety nierzadko - mówił b.minister.
Świadek koronny popełnił samobójstwo w celi
Świadek koronny Andrzej Ł., ps. Gruby, pozostający pod opieką Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. popełnił samobójstwo - informuje "Polityka".
Rzecznik aresztu Michał Zagłoba przyznał, że doszło do śmierci osadzonego, ale nie podał żadnych szczegółów. Dodał, że sprawę wyjaśnia postępowanie wewnętrzne.
"Polityka", która ujawniła sprawę, podała, że samobójca to świadek koronny Andrzej Ł., ps. Gruby, złodziej luksusowych samochodów. Źródła PAP podają, że nie miał on formalnego statusu świadka koronnego.
Według "Polityki", objęty programem ochrony świadka koronnego "Gruby" nadal kradł, dlatego trafił do aresztu (wtedy też traci się status świadka koronnego). Zdaniem "Polityki" siedział on w monitorowanej celi, ale kamera nie obejmowała kącika sanitarnego, dlatego nikt nie uniemożliwił mu desperackiego kroku.
Śledztwo w sprawie śmierci aresztanta prowadzi białostocki wydział ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Tam jednak w piątek nie udało się uzyskać więcej informacji.
To kolejne samobójstwo w areszcie. Sławomir Kościuk, skazany przez płocki sąd okręgowy na dożywocie w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, kilka dni po wyroku, 4 kwietnia, powiesił się w celi. Trwa śledztwo i wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. W czerwcu ub. roku, w olsztyńskim areszcie powiesił się Wojciech F., któremu śledczy mieli przypisać sprawstwo kierownicze zabójstwa Olewnika.
Głośna jest też sprawa podejrzanego o kradzież obywatela Rumunii Claudiu Crulica, który w areszcie odmówił przyjmowania jedzenia, w styczniu br. zmarł w szpitalu. W związku z tym będą postępowania dyscyplinarne przeciw dyrektorowi Aresztu Śledczego w Krakowie, dyrektorowi szpitala przy tym areszcie i kierownikowi ambulatorium.
Rzecznik aresztu Michał Zagłoba przyznał, że doszło do śmierci osadzonego, ale nie podał żadnych szczegółów. Dodał, że sprawę wyjaśnia postępowanie wewnętrzne.
"Polityka", która ujawniła sprawę, podała, że samobójca to świadek koronny Andrzej Ł., ps. Gruby, złodziej luksusowych samochodów. Źródła PAP podają, że nie miał on formalnego statusu świadka koronnego.
Według "Polityki", objęty programem ochrony świadka koronnego "Gruby" nadal kradł, dlatego trafił do aresztu (wtedy też traci się status świadka koronnego). Zdaniem "Polityki" siedział on w monitorowanej celi, ale kamera nie obejmowała kącika sanitarnego, dlatego nikt nie uniemożliwił mu desperackiego kroku.
Śledztwo w sprawie śmierci aresztanta prowadzi białostocki wydział ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Tam jednak w piątek nie udało się uzyskać więcej informacji.
To kolejne samobójstwo w areszcie. Sławomir Kościuk, skazany przez płocki sąd okręgowy na dożywocie w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, kilka dni po wyroku, 4 kwietnia, powiesił się w celi. Trwa śledztwo i wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. W czerwcu ub. roku, w olsztyńskim areszcie powiesił się Wojciech F., któremu śledczy mieli przypisać sprawstwo kierownicze zabójstwa Olewnika.
Głośna jest też sprawa podejrzanego o kradzież obywatela Rumunii Claudiu Crulica, który w areszcie odmówił przyjmowania jedzenia, w styczniu br. zmarł w szpitalu. W związku z tym będą postępowania dyscyplinarne przeciw dyrektorowi Aresztu Śledczego w Krakowie, dyrektorowi szpitala przy tym areszcie i kierownikowi ambulatorium.
sobota, 1 marca 2008
Rozłam w młodzieżówce PO?
Około 200 osób uczestniczyło w sobotnim zjeździe Stowarzyszenia Młodych Demokratów w Warszawie. Młodzieżówka Platformy wybierała przewodniczącego oraz władze krajowe. Według części delegatów, zjazd był nieważny.
Nowym szefem stowarzyszenia został 25-letni Dariusz Dolczewski z Warszawy, pracownik gabinetu politycznego ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Dostał 136 głosów "za" i 18 "przeciw".
Na spotkanie miał przybyć premier Donald Tusk, jednak ostatecznie pojawił się jedynie b. szef tej organizacji, a obecnie szef gabinetu premiera Sławomir Nowak.
Mimo tego działacze nie byli zawiedzeni. "Premier ma swoje obowiązki, rozumiemy to" - mówił PAP b. szef SMD Tomasz Kacprzak.
Według kilku delegatów, zjazd został zwołany z rażącym naruszeniem statutu. Marcin Kalek z Mazowsza powiedział PAP, że będzie wnioskował do sądu, by orzekł, czy spotkanie, a co za tym idzie wszystkie decyzje, które na nim zapadły, są zgodne z prawem.
Kwestionujący legalność zjazdu podnoszą w specjalnym piśmie, które zostało na nim przedstawione, m.in., że nie został zachowany termin pomiędzy podjęciem uchwały o przeprowadzeniu zjazdu, a spotkaniem.
Zgodnie ze statutem Zjazd Delegatów w trybie zwyczajnym zwoływany jest na minimum 3 miesiące przed jego planowanym terminem. W tym przypadku - jak czytamy w dokumencie przedstawionym przez kwestionujących legalność - uchwała została podjęta na niecały miesiąc przed zjazdem.
W ocenie Kalka, takie stanowisko jak on prezentuje ok. 25 proc. obecnych w sobotę w Warszawie. Jego zdaniem, zjazd został zwołany z naruszeniem statutu przez grupę związaną ze Sławomirem Nowakiem, tak, by w "młodzieżówce panował chaos". Kalek jest zdania, że Nowak woli niesformalizowaną grupę, niż dobrze zorganizowane stowarzyszenie, by jego członkowie nie mogli np. upominać się o stanowiska.
Sam Nowak grupę kwestionujących legalność określił w rozmowie z PAP jako "pozostałość po procesie sanacji w PO". Pytany, czy chodzi mu o działaczy związanych u usuniętym z Platformy Pawłem Piskorskim odparł: "Nie potwierdzam, nie zaprzeczam".
Jaśniej o niezadowolonych mówił za to Kacprzak. W jego ocenie jest to grupa 5 osób, którzy zostali usunięci wraz z Piskorskim z PO, ale pozostali w SMD. B. szef organizacji zaznaczył, że nie było podstaw statutowych by ich usunąć. Ich wypowiedzi na temat legalności zjazdu uznał za "happening i żart".
Nowym szefem stowarzyszenia został 25-letni Dariusz Dolczewski z Warszawy, pracownik gabinetu politycznego ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Dostał 136 głosów "za" i 18 "przeciw".
Na spotkanie miał przybyć premier Donald Tusk, jednak ostatecznie pojawił się jedynie b. szef tej organizacji, a obecnie szef gabinetu premiera Sławomir Nowak.
Mimo tego działacze nie byli zawiedzeni. "Premier ma swoje obowiązki, rozumiemy to" - mówił PAP b. szef SMD Tomasz Kacprzak.
Według kilku delegatów, zjazd został zwołany z rażącym naruszeniem statutu. Marcin Kalek z Mazowsza powiedział PAP, że będzie wnioskował do sądu, by orzekł, czy spotkanie, a co za tym idzie wszystkie decyzje, które na nim zapadły, są zgodne z prawem.
Kwestionujący legalność zjazdu podnoszą w specjalnym piśmie, które zostało na nim przedstawione, m.in., że nie został zachowany termin pomiędzy podjęciem uchwały o przeprowadzeniu zjazdu, a spotkaniem.
Zgodnie ze statutem Zjazd Delegatów w trybie zwyczajnym zwoływany jest na minimum 3 miesiące przed jego planowanym terminem. W tym przypadku - jak czytamy w dokumencie przedstawionym przez kwestionujących legalność - uchwała została podjęta na niecały miesiąc przed zjazdem.
W ocenie Kalka, takie stanowisko jak on prezentuje ok. 25 proc. obecnych w sobotę w Warszawie. Jego zdaniem, zjazd został zwołany z naruszeniem statutu przez grupę związaną ze Sławomirem Nowakiem, tak, by w "młodzieżówce panował chaos". Kalek jest zdania, że Nowak woli niesformalizowaną grupę, niż dobrze zorganizowane stowarzyszenie, by jego członkowie nie mogli np. upominać się o stanowiska.
Sam Nowak grupę kwestionujących legalność określił w rozmowie z PAP jako "pozostałość po procesie sanacji w PO". Pytany, czy chodzi mu o działaczy związanych u usuniętym z Platformy Pawłem Piskorskim odparł: "Nie potwierdzam, nie zaprzeczam".
Jaśniej o niezadowolonych mówił za to Kacprzak. W jego ocenie jest to grupa 5 osób, którzy zostali usunięci wraz z Piskorskim z PO, ale pozostali w SMD. B. szef organizacji zaznaczył, że nie było podstaw statutowych by ich usunąć. Ich wypowiedzi na temat legalności zjazdu uznał za "happening i żart".
Premier: Jasna przyszłość Marcinkiewicza
Zdaniem premiera Donalda Tuska, b. szef rządu Kazimierz Marcinkiewicz ma przed sobą "jasną przyszłość". Tusk przyznał, że to dla niego "bliski partner".
Donald Tusk powiedział dziennikarzom w sobotę po posiedzeniu Rady Krajowej PO, że niezależnie od tego, czy b. premier będzie pracować w biznesie czy polityce, widzi przed nim "jasną przyszłość".
- Marcinkiewicz ma dla mnie status bliskiego i ważnego partnera. Jestem przekonany, że także w przyszłości będziemy współpracować bezkonfliktowo, w rolach które on sam będzie sobie budował - powiedział premier.
Jego zdaniem to jednak sam Marcinkiewicz będzie sobie "kreował przyszłość".
- Jest coś upokarzającego i złośliwego w ustach niektórych polityków opozycji, takie szukanie na siłę pracy Marcinkiewiczowi, chociaż ma bardzo dobry etat i bardzo dobrą przyszłość przed sobą - dodał Tusk.
Kilka dni temu prezes PiS Jarosław Kaczyński uznał, że Marcinkiewicz "zaleca się" do Platformy Obywatelskiej, bo "na coś liczy".
Kaczyńskiego sprowokowała wypowiedź Marcinkiewicza po stu dniach rządów koalicji PO-PSL, którą Marcinkiewicz ocenił na "mocną czwórkę"
Za najważniejsze osiągnięcia rządu PO-PSL Marcinkiewicz uznał stworzenie dobrej atmosfery pracy, uspokojenie nastrojów oraz zakończenie wojny polsko-polskiej.
- Kiedy słyszę niektórych polityków opozycji, którzy mówią o Marcinkiewiczu, to widzę wyraźne zazdrość w ich oczach, bo muszą mieć w pamięci, kto w Polsce jest najpopularniejszym politykiem - dodał Donald Tusk.
Kazimierz Marcinkiewicz był premierem od 31 października 2005 r. do 14 lipca 2006 r, kiedy to na stanowisku szefa rządu zastąpił go Jarosław Kaczyński. Od lipca 2006 do grudnia 2006 pełnił obowiązki prezydenta Warszawy (bezskutecznie walczył o fotel prezydenta w stolicy w wyborach samorządowych w 2006 roku). Od 1 marca 2007 r. jest dyrektorem w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie. Kadencja Marcinkiewicza w EBOR upłynie w maju br.
Donald Tusk powiedział dziennikarzom w sobotę po posiedzeniu Rady Krajowej PO, że niezależnie od tego, czy b. premier będzie pracować w biznesie czy polityce, widzi przed nim "jasną przyszłość".
- Marcinkiewicz ma dla mnie status bliskiego i ważnego partnera. Jestem przekonany, że także w przyszłości będziemy współpracować bezkonfliktowo, w rolach które on sam będzie sobie budował - powiedział premier.
Jego zdaniem to jednak sam Marcinkiewicz będzie sobie "kreował przyszłość".
- Jest coś upokarzającego i złośliwego w ustach niektórych polityków opozycji, takie szukanie na siłę pracy Marcinkiewiczowi, chociaż ma bardzo dobry etat i bardzo dobrą przyszłość przed sobą - dodał Tusk.
Kilka dni temu prezes PiS Jarosław Kaczyński uznał, że Marcinkiewicz "zaleca się" do Platformy Obywatelskiej, bo "na coś liczy".
Kaczyńskiego sprowokowała wypowiedź Marcinkiewicza po stu dniach rządów koalicji PO-PSL, którą Marcinkiewicz ocenił na "mocną czwórkę"
Za najważniejsze osiągnięcia rządu PO-PSL Marcinkiewicz uznał stworzenie dobrej atmosfery pracy, uspokojenie nastrojów oraz zakończenie wojny polsko-polskiej.
- Kiedy słyszę niektórych polityków opozycji, którzy mówią o Marcinkiewiczu, to widzę wyraźne zazdrość w ich oczach, bo muszą mieć w pamięci, kto w Polsce jest najpopularniejszym politykiem - dodał Donald Tusk.
Kazimierz Marcinkiewicz był premierem od 31 października 2005 r. do 14 lipca 2006 r, kiedy to na stanowisku szefa rządu zastąpił go Jarosław Kaczyński. Od lipca 2006 do grudnia 2006 pełnił obowiązki prezydenta Warszawy (bezskutecznie walczył o fotel prezydenta w stolicy w wyborach samorządowych w 2006 roku). Od 1 marca 2007 r. jest dyrektorem w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie. Kadencja Marcinkiewicza w EBOR upłynie w maju br.
Tusk obiecuje abolicję podatkową
Do końca marca ma powstać spójny projekt ustawy o abolicji podatkowej dla osób pracujących za granicą. Na dzisiejszej Radzie Krajowej Platformy Obywatelskiej Donald Tusk zobowiązał do tego partyjnych kolegów i ministra finansów.
W Sejmie jest już także konkurencyjny projekt Lewicy i Demokratów. Jednak zdaniem wielu ekspertów jest on niekonstytucyjny, bo faworyzuje jedną grupę podatników. PO ma ponoć pomysły na ominięcie tej rafy. Podatnik, który zalegalizuje dochody, będzie miał możliwość w kolejnych latach odpisania od należnego podatku ten podatek, który musiałby ewentualnie zapłacić za okres, kiedy pracował za granicą - stwierdził Zbigniew Chlebowski.
Szef klubu parlamentarnego PO będzie również czuwał nad harmonogramem likwidacji podatku Belki. Premier jasno zadeklarował, że w pierwszej połowie kadencji tego Sejmu 19-procentowy podatek zostanie zniesiony od oszczędności i lokat bankowych, a w drugiej połowie - od transakcji giełdowych.
W Sejmie jest już także konkurencyjny projekt Lewicy i Demokratów. Jednak zdaniem wielu ekspertów jest on niekonstytucyjny, bo faworyzuje jedną grupę podatników. PO ma ponoć pomysły na ominięcie tej rafy. Podatnik, który zalegalizuje dochody, będzie miał możliwość w kolejnych latach odpisania od należnego podatku ten podatek, który musiałby ewentualnie zapłacić za okres, kiedy pracował za granicą - stwierdził Zbigniew Chlebowski.
Szef klubu parlamentarnego PO będzie również czuwał nad harmonogramem likwidacji podatku Belki. Premier jasno zadeklarował, że w pierwszej połowie kadencji tego Sejmu 19-procentowy podatek zostanie zniesiony od oszczędności i lokat bankowych, a w drugiej połowie - od transakcji giełdowych.
Kaczmarek: Dochnal to oszust, łajdak i hochsztapler
To pomówienie - tak Wiesław Kaczmarek komentuje sensacyjne rewelacje Marka Dochnala. Lobbysta w "Kontrapunkcie RMF FM i Newsweeka" stwierdził, że dał Kaczmarkowi milion dolarów łapówki. Nigdy w życiu nie miałem kontaktu z panem Dochnalem.
Nigdy z nim nie rozmawiałem i nie wysyłałem żadnych emisariuszy - zaznaczył były minister w rządach SLD.
Wiesław Kaczmarek w rozmowie z reporterką RMF FM Agnieszką Milczarz zarzekał się, że nie posiada konta za granicą i dodał, że raz już to udowodnił. Jednym z zarzutów, które formułował publicznie, albo dziennikarze to robili, było to, że on dostał rzekomo napisany moją ręką numer konta i nazwę banku. Żeby skończyć z jego bezkarnością w oczernianiu ludzi poddałem się na prośbę prokuratury testowi grafologicznemu. Wyszło, że niestety to nie byłem ja - stwierdził.
Były minister gospodarki zaznaczył jednak, że nie zamierza pozywać Dochnala do sądu. Nie mam najmniejszej ochoty kalać się jakimkolwiek kontaktem z tego typu oszustem.
Lobbysta w "Kontrapunkcie RMF FM i Newsweeka" stwierdził również, że to Jan Kulczyk i Ryszard Krauze stoją za jego ponad trzyletnim pobytem w areszcie. Nie komentujemy zarzutów Marka Dochnala, ponieważ ta sprawa nas nie dotyczy - stwierdził przedstawiciel firmy Kulczyk Holding. Także Prokom Investment nie chciał się oficjalnie odnosić do słów biznesmena.
Nieoficjalnie od przedstawiciela Prokom Investment reporterka RMF FM usłyszała, że Krauze najgorszemu wrogowi nie życzyłby takiego wsparcia, jakiego poprzednia władza postawiła właśnie jemu. Chodzi o ściganie Ryszarda Krauzego przez prokuraturę i postawienie mu zarzutów składania fałszywych zeznań w sprawie przecieków o akcji CBA w resorcie rolnictwa w czasach, gdy rządził PiS, a prokuraturą dowodził minister Ziobro.
Poza tym przedstawiciel Prokomu stwierdził, że nawet gdyby Dochnal wyszedł wcześniej z aresztu, nie byłby żadną konkurencją dla naftowych interesów Krauzego w Kazachstanie. Transakcja była zawierana między dwoma prywatnymi inwestorami, nie było tam miejsca dla trzeciego i nie było tam też miejsca na interwencję państwa - usłyszała od przedstawiciela Krauzego Agnieszka Milczarz.
Nigdy z nim nie rozmawiałem i nie wysyłałem żadnych emisariuszy - zaznaczył były minister w rządach SLD.
Wiesław Kaczmarek w rozmowie z reporterką RMF FM Agnieszką Milczarz zarzekał się, że nie posiada konta za granicą i dodał, że raz już to udowodnił. Jednym z zarzutów, które formułował publicznie, albo dziennikarze to robili, było to, że on dostał rzekomo napisany moją ręką numer konta i nazwę banku. Żeby skończyć z jego bezkarnością w oczernianiu ludzi poddałem się na prośbę prokuratury testowi grafologicznemu. Wyszło, że niestety to nie byłem ja - stwierdził.
Były minister gospodarki zaznaczył jednak, że nie zamierza pozywać Dochnala do sądu. Nie mam najmniejszej ochoty kalać się jakimkolwiek kontaktem z tego typu oszustem.
Lobbysta w "Kontrapunkcie RMF FM i Newsweeka" stwierdził również, że to Jan Kulczyk i Ryszard Krauze stoją za jego ponad trzyletnim pobytem w areszcie. Nie komentujemy zarzutów Marka Dochnala, ponieważ ta sprawa nas nie dotyczy - stwierdził przedstawiciel firmy Kulczyk Holding. Także Prokom Investment nie chciał się oficjalnie odnosić do słów biznesmena.
Nieoficjalnie od przedstawiciela Prokom Investment reporterka RMF FM usłyszała, że Krauze najgorszemu wrogowi nie życzyłby takiego wsparcia, jakiego poprzednia władza postawiła właśnie jemu. Chodzi o ściganie Ryszarda Krauzego przez prokuraturę i postawienie mu zarzutów składania fałszywych zeznań w sprawie przecieków o akcji CBA w resorcie rolnictwa w czasach, gdy rządził PiS, a prokuraturą dowodził minister Ziobro.
Poza tym przedstawiciel Prokomu stwierdził, że nawet gdyby Dochnal wyszedł wcześniej z aresztu, nie byłby żadną konkurencją dla naftowych interesów Krauzego w Kazachstanie. Transakcja była zawierana między dwoma prywatnymi inwestorami, nie było tam miejsca dla trzeciego i nie było tam też miejsca na interwencję państwa - usłyszała od przedstawiciela Krauzego Agnieszka Milczarz.
Tusk: Zniesiemy abonament rtv dla emerytów
Premier Donald Tusk zarekomendował Radosława Sikorskiego i Jarosława Gowina do Zarządu Krajowego PO.
Rada Krajowa omawia sytuację w PO po stu dniach rządu. Sekretarz generalny Grzegorz Schetyna przedstawi koncepcję zarządzania partią po wyborach.
Premier Donald Tusk zapowiedział, że w przyszłym tygodniu klub Platformy złoży do marszałka Sejmu projekt ustawy, który przewiduje zniesienie abonamentu rtv dla emerytów.
Jak dodał, drugim krokiem będzie zniesienie abonamentu dla wszystkich. - Abonament jest ciężarem archaicznym - ocenił w sobotę szef rządu. Premier podkreślił, że partia, która zdobyła władzę i nie realizuje obietnic, na pewno władzę straci.
Premier zapowiedział również, że w pierwszej połowie kadencji będzie chciał uchylić podatek Belki w części opodatkowującej oszczędności. W końcu kadencji - mówił - rząd będzie chciał zlikwidować ten podatek w części dotyczącej transakcji giełdowych.
Obecnie 19-procentowy tzw. podatek Belki płacimy od zysków z funduszy inwestycyjnych, giełdy, odsetek od lokat bankowych i oprocentowanych kont.
Tusk argumentował, że chce najpierw uchylić podatek Belki w części dotyczącej oszczędności, bo obciąża on niezamożnych Polaków. Podkreślał, że rząd jest odpowiedzialny za "harmonijne", ale i "odpowiedzialne" znoszenie i obniżanie podatków.
Rada Krajowa omawia sytuację w PO po stu dniach rządu. Sekretarz generalny Grzegorz Schetyna przedstawi koncepcję zarządzania partią po wyborach.
Premier Donald Tusk zapowiedział, że w przyszłym tygodniu klub Platformy złoży do marszałka Sejmu projekt ustawy, który przewiduje zniesienie abonamentu rtv dla emerytów.
Jak dodał, drugim krokiem będzie zniesienie abonamentu dla wszystkich. - Abonament jest ciężarem archaicznym - ocenił w sobotę szef rządu. Premier podkreślił, że partia, która zdobyła władzę i nie realizuje obietnic, na pewno władzę straci.
Premier zapowiedział również, że w pierwszej połowie kadencji będzie chciał uchylić podatek Belki w części opodatkowującej oszczędności. W końcu kadencji - mówił - rząd będzie chciał zlikwidować ten podatek w części dotyczącej transakcji giełdowych.
Obecnie 19-procentowy tzw. podatek Belki płacimy od zysków z funduszy inwestycyjnych, giełdy, odsetek od lokat bankowych i oprocentowanych kont.
Tusk argumentował, że chce najpierw uchylić podatek Belki w części dotyczącej oszczędności, bo obciąża on niezamożnych Polaków. Podkreślał, że rząd jest odpowiedzialny za "harmonijne", ale i "odpowiedzialne" znoszenie i obniżanie podatków.
piątek, 15 lutego 2008
"Bezkarność prezydenta wkrótce się skończy"
Przygotowujemy się do przeprowadzenia w Olsztynie referendum w sprawie odwołania prezydenta Czesława Małkowskiego. Najpierw trzeba zrobić wszystko, by wysłać go na urlop - mówi "Rzeczpospolitej" poseł PO z Warmii i Mazur Krzysztof Lisek.
W środę TVN24 ujawniła nagranie rozmowy, w której prezydent Olsztyna miał w wulgarny sposób przekonywać jedną z urzędniczek do seksu. - To nie mój głos - oświadczył w czwartek Małkowski, informując, że nie ma telefonu komórkowego. Podobne nagranie posiada "Rz". Według dziennika, Małkowski rozmawia z urzędniczką, dzwoniąc do niej z telefonu stacjonarnego.
Jedna z poszkodowanych kobiet, przesłuchana już przez prokuraturę, apeluje: "Kobiety nie bójcie się mówić o tym, co was spotkało. Bezkarność prezydenta wkrótce się skończy".
W środę TVN24 ujawniła nagranie rozmowy, w której prezydent Olsztyna miał w wulgarny sposób przekonywać jedną z urzędniczek do seksu. - To nie mój głos - oświadczył w czwartek Małkowski, informując, że nie ma telefonu komórkowego. Podobne nagranie posiada "Rz". Według dziennika, Małkowski rozmawia z urzędniczką, dzwoniąc do niej z telefonu stacjonarnego.
Jedna z poszkodowanych kobiet, przesłuchana już przez prokuraturę, apeluje: "Kobiety nie bójcie się mówić o tym, co was spotkało. Bezkarność prezydenta wkrótce się skończy".
Prawie połowa Polaków chce głosować na PO
Już tylko dwa procent brakuje Platformie Obywatelskiej, aby znowu chciał na nią głosować co drugi Polak. To wzrost o pięć procent w porównaniu z sondażem "Rzeczpospolitej" sprzed dwóch tygodni.
- Powrót do rekordowej popularności PO to wynik tego, że z czołówek gazet znikły blokady granic i protesty w służbie zdrowia. Dobrze przyjęta przez społeczeństwo została także wizyta Donalda Tuska w Moskwie - ocenia politolog z UJ Jarosław Flis. - Nie bez znaczenia jest też kilka znaczących wpadek w obozie PiS i otoczeniu prezydenta, które działają na korzyść Platformy - dodaje.
Poparcie dla PiS jednak w ostatnich tygodniach nieznacznie wzrosło (o 1 proc.). Na partię Jarosława Kaczyńskiego chce teraz głosować 26 proc. ankietowanych.
Na koalicję LiD zagłosowałoby 6 proc. wyborców. Z takim poparciem lewica nie weszłaby do Sejmu, bo próg dla koalicji wynosi 8 proc. Do Sejmu weszłoby za to PSL. Na ludowców chciałby głosować co 20. wyborca (5 proc.).
Sondaż dla "Rzeczpospolitej" zrealizowała GfK Polonia od 8 do 10 lutego na 986-osobowej próbie dorosłych Polaków.
- Powrót do rekordowej popularności PO to wynik tego, że z czołówek gazet znikły blokady granic i protesty w służbie zdrowia. Dobrze przyjęta przez społeczeństwo została także wizyta Donalda Tuska w Moskwie - ocenia politolog z UJ Jarosław Flis. - Nie bez znaczenia jest też kilka znaczących wpadek w obozie PiS i otoczeniu prezydenta, które działają na korzyść Platformy - dodaje.
Poparcie dla PiS jednak w ostatnich tygodniach nieznacznie wzrosło (o 1 proc.). Na partię Jarosława Kaczyńskiego chce teraz głosować 26 proc. ankietowanych.
Na koalicję LiD zagłosowałoby 6 proc. wyborców. Z takim poparciem lewica nie weszłaby do Sejmu, bo próg dla koalicji wynosi 8 proc. Do Sejmu weszłoby za to PSL. Na ludowców chciałby głosować co 20. wyborca (5 proc.).
Sondaż dla "Rzeczpospolitej" zrealizowała GfK Polonia od 8 do 10 lutego na 986-osobowej próbie dorosłych Polaków.
Kolejna efektowna konferencja Palikota
- Do maja zlikwidujemy około 120 absurdalnych zapisów prawnych, kolejne 150 przestanie obowiązywać jesienią - zapowiedział szef sejmowej komisji "Przyjazne Państwo". Janusz Palikot jak zwykle zrobił to w sposób dla siebie właściwy, czyli efektownie. Stanął mianowicie na dwóch stosach kartek papieru symbolizujących te akty prawne, które mają być zlikwidowane w pierwszej kolejności.
Szef komisji "Przyjazne Państwo" przedstawił tzw. indeks postulatów, czyli 120 przepisów, które mają być zlikwidowane już wiosną. To bardzo ambitny plan, ale według Palikota możliwy do osiągnięcia dzięki ciężkiej pracy i fantastycznej atmosferze panującej na obradach komisji.
- To jest być może jedyna komisja w Sejmie, w której naprawdę nie było dyskusji partyjnej, tylko cały czas jest merytoryczna - zachwala pogromca biurokracji.
Szef komisji "Przyjazne Państwo" przedstawił tzw. indeks postulatów, czyli 120 przepisów, które mają być zlikwidowane już wiosną. To bardzo ambitny plan, ale według Palikota możliwy do osiągnięcia dzięki ciężkiej pracy i fantastycznej atmosferze panującej na obradach komisji.
- To jest być może jedyna komisja w Sejmie, w której naprawdę nie było dyskusji partyjnej, tylko cały czas jest merytoryczna - zachwala pogromca biurokracji.
sobota, 9 lutego 2008
"Tego się właśnie obawiałem"
Tego się właśnie obawiałem: że przy 460 osobach utrzymanie tajemnicy będzie fikcją - powiedział Zbigniew Ćwiąkalski.
Ćwiąkalski zapowiedział, że skonsultuje się z marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim w całej sprawie. Na razie nie chciał przesądzać, czy będzie śledztwo w sprawie tego wycieku.
- Oceniam generalnie krytycznie tego typu sytuację, gdzie utajnia się jakieś posiedzenie, a następnie pełna informacja przedostaje się do opinii publicznej - powiedział minister.
- To tylko dowodzi, że rzeczywiście nie można przekazywać informacji o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa - dodał. Według ministra, to dowód na to, że "polski system ochrony informacji niejawnych zdecydowanie kuleje w praktyce".
Ćwiąkalski dodał, że nie wie, kto mógł dać dziennikarzom stenogram. Wyraził zarazem przypuszczenie, że mógł on wypłynąć z Sejmu. - Albo może ktoś nielegalnie nagrał to na sali - dodał.
Spytany czy w całej sprawie doszło do przestępstwa ujawnienia tajemnicy, minister odparł, że "wymaga to rozważenia", ale bez konsultacji z Komorowskim i kontaktu z prokuratorem krajowym nie chciał przesądzać czy będzie wszczęte śledztwo.
Jak wynika z ujawnionego przez "Rz" stenogramu, Ćwiąkalski zastrzegł, że danych co czynności operacyjno-rozpoznawczych innych służb niż policja, nie może przedstawić nawet na tajnych obradach Sejmu, bo wymaga to "specjalnej decyzji" szefów takich służb, jak ABW, CBA i innych. Ujawnił tylko, że w 2007 r. o 18 proc. wzrosła liczba wniosków policji o kontrolę operacyjną (m.in. podsłuchy - PAP), a o 25 proc. wzrosła liczba takich działań policji w trybie nie cierpiącym zwłoki, co potem akceptowały sądy. Prokuratorzy odmówili zgody wobec 2 proc. ogółu wniosków, a sądy - 0,5 proc.
Według kodeksu karnego, kto ujawnia lub wbrew przepisom wykorzystuje informacje stanowiące tajemnicę państwową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Kto, wbrew przepisom ustawy lub przyjętemu na siebie zobowiązaniu, ujawnia lub wykorzystuje informację, z którą zapoznał się w związku z pełnioną funkcją, wykonywaną pracą, działalnością publiczną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Funkcjonariusz publiczny, który ujawnia osobie nieuprawnionej informację stanowiącą tajemnicę służbową lub informację, którą uzyskał w związku z wykonywaniem czynności służbowych, a której ujawnienie może narazić na szkodę prawnie chroniony interes, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Ćwiąkalski zapowiedział, że skonsultuje się z marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim w całej sprawie. Na razie nie chciał przesądzać, czy będzie śledztwo w sprawie tego wycieku.
- Oceniam generalnie krytycznie tego typu sytuację, gdzie utajnia się jakieś posiedzenie, a następnie pełna informacja przedostaje się do opinii publicznej - powiedział minister.
- To tylko dowodzi, że rzeczywiście nie można przekazywać informacji o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa - dodał. Według ministra, to dowód na to, że "polski system ochrony informacji niejawnych zdecydowanie kuleje w praktyce".
Ćwiąkalski dodał, że nie wie, kto mógł dać dziennikarzom stenogram. Wyraził zarazem przypuszczenie, że mógł on wypłynąć z Sejmu. - Albo może ktoś nielegalnie nagrał to na sali - dodał.
Spytany czy w całej sprawie doszło do przestępstwa ujawnienia tajemnicy, minister odparł, że "wymaga to rozważenia", ale bez konsultacji z Komorowskim i kontaktu z prokuratorem krajowym nie chciał przesądzać czy będzie wszczęte śledztwo.
Jak wynika z ujawnionego przez "Rz" stenogramu, Ćwiąkalski zastrzegł, że danych co czynności operacyjno-rozpoznawczych innych służb niż policja, nie może przedstawić nawet na tajnych obradach Sejmu, bo wymaga to "specjalnej decyzji" szefów takich służb, jak ABW, CBA i innych. Ujawnił tylko, że w 2007 r. o 18 proc. wzrosła liczba wniosków policji o kontrolę operacyjną (m.in. podsłuchy - PAP), a o 25 proc. wzrosła liczba takich działań policji w trybie nie cierpiącym zwłoki, co potem akceptowały sądy. Prokuratorzy odmówili zgody wobec 2 proc. ogółu wniosków, a sądy - 0,5 proc.
Według kodeksu karnego, kto ujawnia lub wbrew przepisom wykorzystuje informacje stanowiące tajemnicę państwową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Kto, wbrew przepisom ustawy lub przyjętemu na siebie zobowiązaniu, ujawnia lub wykorzystuje informację, z którą zapoznał się w związku z pełnioną funkcją, wykonywaną pracą, działalnością publiczną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Funkcjonariusz publiczny, który ujawnia osobie nieuprawnionej informację stanowiącą tajemnicę służbową lub informację, którą uzyskał w związku z wykonywaniem czynności służbowych, a której ujawnienie może narazić na szkodę prawnie chroniony interes, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Napieralski: Z Olejniczakiem jesteśmy liderami
Obaj jesteśmy liderami - powiedział na konferencji prasowej sekretarz generalny SLD Grzegorz Napieralski pytany przez dziennikarzy, czy rywalizuje z szefem partii Wojciechem Olejniczakiem o przywództwo w partii.
Zarówno Olejniczak i Napieralski zaprezentowali się dziennikarzom jako orędownicy wzmacniania pozycji SLD. Szef Sojuszu wyraźnie akcentował potrzebę kontynuowania współpracy w centrolewicowej koalicji LiD.
- Im mocniejszy SLD, tym mocniejszy LiD i co do tego nikt nie ma wątpliwości - powiedział dziennikarzom z kolei Wojciech Olejniczak. Opowiedział się za budowaniem centrolewicowego bloku, który będzie w stanie rywalizować z centroprawicą skupioną wokół PO i PiS.
Zdaniem szefa SLD, LiD należy poszerzać o współpracę ze związkami zawodowymi i organizacjami pozarządowymi. Opowiedział się za odmłodzeniem struktur partii oraz przyciągnięciem do niej większej liczby kobiet. - Będziemy wszędzie tam gdzie jest niesprawiedliwość społeczna - powiedział Napieralski. Zapowiedział walkę o bezpłatną edukację, pomoc rodzinie.
Na sobotniej Radzie Krajowej SLD padły słowa krytyki ze strony powiatowych szefów partii pod adresem LiD, w których zarzucono koalicji przede wszystkim utworzenie jej bez konsultacji z działaczami terenowymi oraz marginalizację SLD w ramach LiD. - Nie boję się krytyki, dobrze, że ona jest - odpowiedział Olejniczak.
Zapowiedział, że przed czerwcowym kongresie partii, na którym zamierza walczyć o ponowne przywództwo w partii, będzie zabiegał o szersze poparcie, w tym Grzegorza Napieralskiego". - Ale na to jest jeszcze czas - dodał Olejniczak.
Napieralski przyznał, że w kierownictwie partii nie zawsze jest jednomyślność. "Ale - jak zaznaczył - u nas, nie tak jak w PiS-ie nikt za to nie wyrzuca z partii". - U nas są różne poglądy i to jest nasza wartość - powiedział Napieralski.
Zaznaczył, że z pytaniem o to, kto będzie ubiegał się o przywódtwo w partii, należy poczekać do kongresu SLD.
Zarówno Olejniczak i Napieralski zaprezentowali się dziennikarzom jako orędownicy wzmacniania pozycji SLD. Szef Sojuszu wyraźnie akcentował potrzebę kontynuowania współpracy w centrolewicowej koalicji LiD.
- Im mocniejszy SLD, tym mocniejszy LiD i co do tego nikt nie ma wątpliwości - powiedział dziennikarzom z kolei Wojciech Olejniczak. Opowiedział się za budowaniem centrolewicowego bloku, który będzie w stanie rywalizować z centroprawicą skupioną wokół PO i PiS.
Zdaniem szefa SLD, LiD należy poszerzać o współpracę ze związkami zawodowymi i organizacjami pozarządowymi. Opowiedział się za odmłodzeniem struktur partii oraz przyciągnięciem do niej większej liczby kobiet. - Będziemy wszędzie tam gdzie jest niesprawiedliwość społeczna - powiedział Napieralski. Zapowiedział walkę o bezpłatną edukację, pomoc rodzinie.
Na sobotniej Radzie Krajowej SLD padły słowa krytyki ze strony powiatowych szefów partii pod adresem LiD, w których zarzucono koalicji przede wszystkim utworzenie jej bez konsultacji z działaczami terenowymi oraz marginalizację SLD w ramach LiD. - Nie boję się krytyki, dobrze, że ona jest - odpowiedział Olejniczak.
Zapowiedział, że przed czerwcowym kongresie partii, na którym zamierza walczyć o ponowne przywództwo w partii, będzie zabiegał o szersze poparcie, w tym Grzegorza Napieralskiego". - Ale na to jest jeszcze czas - dodał Olejniczak.
Napieralski przyznał, że w kierownictwie partii nie zawsze jest jednomyślność. "Ale - jak zaznaczył - u nas, nie tak jak w PiS-ie nikt za to nie wyrzuca z partii". - U nas są różne poglądy i to jest nasza wartość - powiedział Napieralski.
Zaznaczył, że z pytaniem o to, kto będzie ubiegał się o przywódtwo w partii, należy poczekać do kongresu SLD.
Za dużo wiedzy szkodzi - rewolucja w szkolnictwie
Za rok rozpocznie się kolejna rewolucja w polskim szkolnictwie. Nauczanie ogólne, na przykład historię, zakończy się już w pierwszej klasie liceum. Potem skoncentruje się tylko na wybranych przedmiotach. Takich zmian chce minister edukacji Katarzyna Hall - ujawnia "Dziennik".
W efekcie od 2009 r. uczeń liceum po pierwszej klasie, który chce np. zdać na medycynę, przez dwa ostatnie lata szkoły uczyłby się obowiązkowo: polskiego, matematyki i języków obcych oraz trzech dodatkowych przedmiotów, jak biologia, fizyka i chemia, na poziomie poszerzonym. Na pierwszym roku zakończyłby jednak całkowicie naukę historii czy geografii.
Ministerstwo Edukacji tłumaczy, że reforma jest konieczna, bo wykształcenie wyższe chce zdobyć aż 80 proc. młodzieży, a obecne treści programowe są zbyt obszerne dla wszystkich. - Nie każdy będzie bardzo dobry z polskiego czy historii, więc nie ma sensu wszystkich uczyć wszystkiego - tłumaczy "Dziennikowi" wiceminister edukacji prof. Zbigniew Marciniak.
- By dobrze przygotować tak wielu młodych ludzi do studiów, potrzebne jest wzmocnienie wiedzy tylko z tych przedmiotów, które interesują ucznia i odciążenie go w ostatnich dwóch latach liceum nauki od tych, które na studiach będą mu zbędne - mówi.
Eksperci pytani przez gazetę uważają, że to absurd. Jeśli jednak minister Hall uda się przekonać Sejm do swojego pomysłu, reforma wejdzie w życie już w 2009 r. Teraz w resorcie trwają prace nad projektem. Mają się zakończyć przed wakacjami.
W efekcie od 2009 r. uczeń liceum po pierwszej klasie, który chce np. zdać na medycynę, przez dwa ostatnie lata szkoły uczyłby się obowiązkowo: polskiego, matematyki i języków obcych oraz trzech dodatkowych przedmiotów, jak biologia, fizyka i chemia, na poziomie poszerzonym. Na pierwszym roku zakończyłby jednak całkowicie naukę historii czy geografii.
Ministerstwo Edukacji tłumaczy, że reforma jest konieczna, bo wykształcenie wyższe chce zdobyć aż 80 proc. młodzieży, a obecne treści programowe są zbyt obszerne dla wszystkich. - Nie każdy będzie bardzo dobry z polskiego czy historii, więc nie ma sensu wszystkich uczyć wszystkiego - tłumaczy "Dziennikowi" wiceminister edukacji prof. Zbigniew Marciniak.
- By dobrze przygotować tak wielu młodych ludzi do studiów, potrzebne jest wzmocnienie wiedzy tylko z tych przedmiotów, które interesują ucznia i odciążenie go w ostatnich dwóch latach liceum nauki od tych, które na studiach będą mu zbędne - mówi.
Eksperci pytani przez gazetę uważają, że to absurd. Jeśli jednak minister Hall uda się przekonać Sejm do swojego pomysłu, reforma wejdzie w życie już w 2009 r. Teraz w resorcie trwają prace nad projektem. Mają się zakończyć przed wakacjami.
środa, 6 lutego 2008
Olejniczak przeprosi posłankę PiS
Szef klubu LiD Wojciech Olejniczak zobowiązał się przeprosić posłankę PiS Marię Nowak za to, że nazwał ją "bezczelnym kłamcą" - poinformował szef sejmowej komisji etyki Sławomir Rybicki (PO) po jej środowym posiedzeniu.
Przeprosić zamierza również poseł PO Tomasz Tomczykiewicz. Tym razem nie chodzi o konkretnego posła, a cały PiS, którego rządy zostały przez polityka Platformy określone mianem "stalinizmu XXI wieku".
W związku z deklaracjami, jakie złożyli obaj politycy przed komisją na jej tajnym posiedzeniu, komisja etyki zdecydowała się zawiesić postępowanie w tych sprawach.
Olejniczak użył sformułowania pod adresem posłanki PiS 19 grudnia ub.r., podczas debaty sejmowej przed powołaniem komisji śledczej do wyjaśnienia okoliczności śmierci b. posłanki SLD Barbary Blidy.
W trakcie debaty Nowak zarzuciła Olejniczakowi, że Blida zwierzała się jej, iż została wykreślona z list SLD do Sejmu w 2005 r. Wówczas szef Klubu LiD wyszedł na trybunę sejmową i nazwał ją "bezczelnym kłamcą".
Nowak powiedziała, że będzie usatysfakcjonowana przeprosinami i zrezygnuje z domagania się ukarania Olejniczaka przez komisję etyki.
Podkreśliła jednak, że w związku z tym, iż słowa wypowiedziane przez polityka lewicy były transmitowane przez telewizję, przeprosiny również muszą mieć formę publiczną. Nie określiła jakiej dokładnie formy będzie się domagała.
Wniosek przeciwko Tomczykiewiczowi złożył szef klubu PiS Przemysław Gosiewski. Polityk PO użył sformułowania o "stalinizmie" 6 grudnia ub.r. w trakcie sejmowej debaty nad wnioskiem o powołanie komisji śledczej ws. okoliczności śmierci Blidy.
Mówiąc o atmosferze jaką - jego zdaniem - wytworzono wokół Blidy, powiedział: "takimi metodami rządził PiS". - Poprzez swoich funkcjonariuszy z prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą na czele. Stalinizm XXI wieku, rządzenie poprzez strach - mówił wówczas Tomczykiewicz.
Rzecznik klubu PiS Mariusz Kamiński uznał chęć złożenia przeprosin przez Tomczykiewicza za dobry gest. - Myślę, że zrozumiał, że słowa te były zupełnie niepotrzebne - ocenił Kamiński. Dodał, że klub PiS nie będzie się domagał szczególnej formy przeprosin, a zadowoli się "zwykłym przepraszam".
Jednak mimo ewentualnych przeprosin klub PiS będzie się też domagał, by Tomczykiewicz został w jakiś sposób ukarany przez komisję etyki. - Uważamy, że komisja etyki jest od tego, by właśnie w takich sprawach reagowała i myślę, że chociażby upomnienie należy się posłowi - oświadczył rzecznik klubu PiS.
Przeprosić zamierza również poseł PO Tomasz Tomczykiewicz. Tym razem nie chodzi o konkretnego posła, a cały PiS, którego rządy zostały przez polityka Platformy określone mianem "stalinizmu XXI wieku".
W związku z deklaracjami, jakie złożyli obaj politycy przed komisją na jej tajnym posiedzeniu, komisja etyki zdecydowała się zawiesić postępowanie w tych sprawach.
Olejniczak użył sformułowania pod adresem posłanki PiS 19 grudnia ub.r., podczas debaty sejmowej przed powołaniem komisji śledczej do wyjaśnienia okoliczności śmierci b. posłanki SLD Barbary Blidy.
W trakcie debaty Nowak zarzuciła Olejniczakowi, że Blida zwierzała się jej, iż została wykreślona z list SLD do Sejmu w 2005 r. Wówczas szef Klubu LiD wyszedł na trybunę sejmową i nazwał ją "bezczelnym kłamcą".
Nowak powiedziała, że będzie usatysfakcjonowana przeprosinami i zrezygnuje z domagania się ukarania Olejniczaka przez komisję etyki.
Podkreśliła jednak, że w związku z tym, iż słowa wypowiedziane przez polityka lewicy były transmitowane przez telewizję, przeprosiny również muszą mieć formę publiczną. Nie określiła jakiej dokładnie formy będzie się domagała.
Wniosek przeciwko Tomczykiewiczowi złożył szef klubu PiS Przemysław Gosiewski. Polityk PO użył sformułowania o "stalinizmie" 6 grudnia ub.r. w trakcie sejmowej debaty nad wnioskiem o powołanie komisji śledczej ws. okoliczności śmierci Blidy.
Mówiąc o atmosferze jaką - jego zdaniem - wytworzono wokół Blidy, powiedział: "takimi metodami rządził PiS". - Poprzez swoich funkcjonariuszy z prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą na czele. Stalinizm XXI wieku, rządzenie poprzez strach - mówił wówczas Tomczykiewicz.
Rzecznik klubu PiS Mariusz Kamiński uznał chęć złożenia przeprosin przez Tomczykiewicza za dobry gest. - Myślę, że zrozumiał, że słowa te były zupełnie niepotrzebne - ocenił Kamiński. Dodał, że klub PiS nie będzie się domagał szczególnej formy przeprosin, a zadowoli się "zwykłym przepraszam".
Jednak mimo ewentualnych przeprosin klub PiS będzie się też domagał, by Tomczykiewicz został w jakiś sposób ukarany przez komisję etyki. - Uważamy, że komisja etyki jest od tego, by właśnie w takich sprawach reagowała i myślę, że chociażby upomnienie należy się posłowi - oświadczył rzecznik klubu PiS.
Subskrybuj:
Posty (Atom)