Ponad pół godziny trwało wtorkowe spotkanie ministra spraw Andrzeja Czumy z jego poprzednikiem - Zbigniewem Ćwiąkalskim. "Wymieniliśmy doświadczenia" - powiedzieli po spotkaniu dziennikarzom.
Czuma oświadczył, że Ćwiąkalski zaprezentował mu dorobek ministerstwa, nad którym pracuje teraz parlament. Minister nie odpowiedział na pytanie, czy akceptuje koncepcję rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego i czy będzie kontynuować dzieło poprzednika w tej materii.
Ćwiąkalski powiedział natomiast, że Czuma uważa pomysł za dobry, ale nie składał deklaracji, że będzie kontynuował nad nim prace "od razu". Obaj ministrowie potwierdzili, że będą się spotykać, ilekroć zajdzie taka potrzeba.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 stycznia 2009
środa, 30 lipca 2008
Tusk: Zrobimy wszystko na 100 proc.
Rząd będzie się koncentrował na pracy tam, gdzie nie będzie ona narażona na "kłótnie w Sejmie i politycznie uwarunkowane weto prezydenta" - zadeklarował premier Donald Tusk.
Przy okazji wizyty w Konstantynowie Łódzkim, gdzie otworzono kompleks sportowy, premier był pytany o doniesienia "Dziennika", według którego pomysłem polityków Platformy na przeprowadzanie zmian - bez narażania się na weto prezydenta - ma być rządzenie przy pomocy rozporządzeń.
Tusk ocenił, że gdyby budowa boiska, takiego jak w Konstantynowie Łódzkim, zależała od ustawy, a nie od codziennej pracy, to "najprawdopodobniej także zostałaby zawetowana". - Dlatego będziemy się koncentrować na rządzeniu i codziennej pracy tam, gdzie nie trzeba tej pracy narażać na kłótnie i konflikty w Sejmie i politycznie uwarunkowane weto pana prezydenta - oświadczył premier.
- Będziemy się starali to wszystko co jest niezależne od sporu politycznego robić tak dobrze jak potrafimy. Tam, gdzie możliwe jest budowanie bez ustaw i tego politycznego sporu, zrobimy wszystko na 100 proc., a jak będzie trzeba to na 120 proc. - dodał.
Premier oświadczył również, że nie po to PO wygrała wybory parlamentarne, żeby - bez żadnego istotnego powodu - fundować Polakom kolejne. Jak dodał, na razie rząd ma wystarczająco dużo władzy, żeby pracować.
- Nie trzeba być pazernym na władzę przesadnie, poprzednicy byli pazerni na władzę i zostali ukarani bardzo szybko przez wyborców - podkreślił szef rządu na konferencji prasowej w Konstantynowie Łódzkim.
- Gdybyśmy nie byli w stanie budować, organizować pracy, to oczywiście trzeba by powiedzieć "dosyć". Ale w tej chwili niezależnie od obstrukcji, jaką stosuje opozycja i prezydent, wiele rzeczy można będzie zrobić" - ocenił premier. Jego zdaniem małymi krokami, ale bardzo konsekwentnymi, kilka ważnych rzeczy dla Polaków rząd będzie w stanie zrobić.
- Dlatego nie przewidujemy w najbliższym kalendarzu nawet zastanawiania się nad tym, czy Polsce potrzebne byłyby wcześniejsze wybory parlamentarne. Nawet gdyby sondaże miałyby być 60 proc. (dla PO - przyp. red.) i niektórzy by podpowiadali: "no zróbcie wybory, będziecie mieli więcej" - mówił Tusk.
Przy okazji wizyty w Konstantynowie Łódzkim, gdzie otworzono kompleks sportowy, premier był pytany o doniesienia "Dziennika", według którego pomysłem polityków Platformy na przeprowadzanie zmian - bez narażania się na weto prezydenta - ma być rządzenie przy pomocy rozporządzeń.
Tusk ocenił, że gdyby budowa boiska, takiego jak w Konstantynowie Łódzkim, zależała od ustawy, a nie od codziennej pracy, to "najprawdopodobniej także zostałaby zawetowana". - Dlatego będziemy się koncentrować na rządzeniu i codziennej pracy tam, gdzie nie trzeba tej pracy narażać na kłótnie i konflikty w Sejmie i politycznie uwarunkowane weto pana prezydenta - oświadczył premier.
- Będziemy się starali to wszystko co jest niezależne od sporu politycznego robić tak dobrze jak potrafimy. Tam, gdzie możliwe jest budowanie bez ustaw i tego politycznego sporu, zrobimy wszystko na 100 proc., a jak będzie trzeba to na 120 proc. - dodał.
Premier oświadczył również, że nie po to PO wygrała wybory parlamentarne, żeby - bez żadnego istotnego powodu - fundować Polakom kolejne. Jak dodał, na razie rząd ma wystarczająco dużo władzy, żeby pracować.
- Nie trzeba być pazernym na władzę przesadnie, poprzednicy byli pazerni na władzę i zostali ukarani bardzo szybko przez wyborców - podkreślił szef rządu na konferencji prasowej w Konstantynowie Łódzkim.
- Gdybyśmy nie byli w stanie budować, organizować pracy, to oczywiście trzeba by powiedzieć "dosyć". Ale w tej chwili niezależnie od obstrukcji, jaką stosuje opozycja i prezydent, wiele rzeczy można będzie zrobić" - ocenił premier. Jego zdaniem małymi krokami, ale bardzo konsekwentnymi, kilka ważnych rzeczy dla Polaków rząd będzie w stanie zrobić.
- Dlatego nie przewidujemy w najbliższym kalendarzu nawet zastanawiania się nad tym, czy Polsce potrzebne byłyby wcześniejsze wybory parlamentarne. Nawet gdyby sondaże miałyby być 60 proc. (dla PO - przyp. red.) i niektórzy by podpowiadali: "no zróbcie wybory, będziecie mieli więcej" - mówił Tusk.
Oskarżony o gwałt prezydent Olsztyna nie ustąpi
Przebywający w białostockim areszcie prezydent Olsztyna Jerzy Małkowski, w liście który trafił w środę do olsztyńskich radnych napisał, że "nie jest przestępcą, ale ofiarą pomówień oraz, że nie popełnił czynów, o które jest oskarżony".
Małkowski, który jest podejrzany o molestowanie urzędniczek i gwałt na jednej z nich - ciężarnej, oświadczył też, że mimo apelu radnych nie zamierza zrezygnować z urzędu.
List wysłany przez Małkowskiego z aresztu trafił w środę do olsztyńskich radnych obradujących na sesji. W piśmie - napisanym odręcznie na kartce w kratkę - do którego dotarł PAP, Małkowski stwierdził, że w świetle prawa karnego jest niewinny.
"Z uwagą i poczuciem odpowiedzialności zapoznałem się z państwa apelem o dobrowolne zrzeczenie się urzędu prezydenta miasta Olsztyn skutkujące wygaśnięciem mandatu, jaki otrzymałem z rąk naszej społeczności" - napisał Małkowski.
Podkreślił, że jest niewinny i nie zamierza rezygnować z mandatu. W jego opinii są także inne powody uniemożliwiające złożenie rezygnacji z pełnionej funkcji. Jak dodał Małkowski chodzi o pozbawioną - jego zdaniem - podstaw merytorycznych uchwałę, w której radni nie udzielili mu absolutorium z wykonania budżetu za 2007 rok, a co za tym idzie rada miasta rozpoczęła procedurę odwołania go w drodze referendum.
"Moja w tym stanie prawnym i faktycznym rezygnacja byłaby niczym innym jak tylko potwierdzeniem oczywistej nieprawdy w kwestii oceny wykonania budżetu za 2007 rok - budżet został zrealizowany bardzo dobrze" - napisał Małkowski.
Podkreślił, że rada miasta rozpoczynając procedurę odwołania z funkcji prezydenta miasta w drodze referendum wyłączyła jego osobę z całej sprawy.
List nosi datę 29 czerwca 2008 i wpłynął formalnie do olsztyńskiego magistratu 30 lipca. Przeszedł przez prokuraturę i areszt śledczy w Białymstoku "bez cenzury". Taki dopisek widnieje na kopercie.
Małkowski, który jest podejrzany o molestowanie urzędniczek i gwałt na jednej z nich - ciężarnej, oświadczył też, że mimo apelu radnych nie zamierza zrezygnować z urzędu.
List wysłany przez Małkowskiego z aresztu trafił w środę do olsztyńskich radnych obradujących na sesji. W piśmie - napisanym odręcznie na kartce w kratkę - do którego dotarł PAP, Małkowski stwierdził, że w świetle prawa karnego jest niewinny.
"Z uwagą i poczuciem odpowiedzialności zapoznałem się z państwa apelem o dobrowolne zrzeczenie się urzędu prezydenta miasta Olsztyn skutkujące wygaśnięciem mandatu, jaki otrzymałem z rąk naszej społeczności" - napisał Małkowski.
Podkreślił, że jest niewinny i nie zamierza rezygnować z mandatu. W jego opinii są także inne powody uniemożliwiające złożenie rezygnacji z pełnionej funkcji. Jak dodał Małkowski chodzi o pozbawioną - jego zdaniem - podstaw merytorycznych uchwałę, w której radni nie udzielili mu absolutorium z wykonania budżetu za 2007 rok, a co za tym idzie rada miasta rozpoczęła procedurę odwołania go w drodze referendum.
"Moja w tym stanie prawnym i faktycznym rezygnacja byłaby niczym innym jak tylko potwierdzeniem oczywistej nieprawdy w kwestii oceny wykonania budżetu za 2007 rok - budżet został zrealizowany bardzo dobrze" - napisał Małkowski.
Podkreślił, że rada miasta rozpoczynając procedurę odwołania z funkcji prezydenta miasta w drodze referendum wyłączyła jego osobę z całej sprawy.
List nosi datę 29 czerwca 2008 i wpłynął formalnie do olsztyńskiego magistratu 30 lipca. Przeszedł przez prokuraturę i areszt śledczy w Białymstoku "bez cenzury". Taki dopisek widnieje na kopercie.
wtorek, 29 lipca 2008
Ewakuacja w centrum Wrocławia
Blisko 800 osób zostało ewakuowanych z jednego z hoteli i kilku budynków w centrum Wrocławia po tym, jak pracownicy budowlani znaleźli 150-kg niewybuch z czasów II wojny światowej. Pocisk został już zabezpieczony i wywieziony przez saperów.
Jak powiedział Wojciech Wybraniec z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, akcja już się zakończyła. Odblokowane zostały także ulice wokół miejsca zdarzenia.
150-kilogramowy pocisk artyleryjski został wydobyty i wywieziony na poligon wojskowy, gdzie zostanie zdetonowany.
Jak powiedział Wojciech Wybraniec z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, akcja już się zakończyła. Odblokowane zostały także ulice wokół miejsca zdarzenia.
150-kilogramowy pocisk artyleryjski został wydobyty i wywieziony na poligon wojskowy, gdzie zostanie zdetonowany.
Spotkanie prezydenta z pracownikami służby zdrowia
W Pałacu Prezydenckim rozpoczęły się we wtorek po południu rozmowy prezydenta Lecha Kaczyńskiego z przedstawicielami organizacji związkowych oraz samorządów zawodowych uczestniczących w pracach sejmowej Komisji Zdrowia nad pakietem ustaw zdrowotnych.
Prezydent Kaczyński podkreślił, że jest zwolennikiem gospodarki rynkowej, ale służba zdrowia powinna podlegać w jak najmniejszym stopniu gospodarce.
Szefowa Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność" Maria Ochman mówiła PAP przed spotkaniem, że związkowcy chcą, by prezydent przyczynił się do wprowadzenie zmian w ustawach zdrowotnych, które przygotowała PO.
Oprócz "Solidarności" w spotkaniu z prezydentem uczestniczą także przedstawiciele Federacji Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej OPZZ, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Dorota Gardias, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł oraz prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Elżbieta Buczkowska. Nie ma na spotkaniu przedstawicieli Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Ochman podkreślała, że związki zawodowe chcą przedstawić Lechowi Kaczyńskiemu relację z prac sejmowej Komisji Zdrowia. "Mamy nadzieję, że pan prezydent wykorzystując możliwości jakie daje mu konstytucja, wpłynie na zmiany w ustawach zdrowotnych. Nie chcielibyśmy, żeby doszło do sytuacji, w której jedynym rozwiązaniem będzie prezydenckie weto" - powiedziała.
- Prezydent może zwołać radę gabinetową, spotkać się z klubami parlamentarnymi lub z sejmową Komisją Zdrowia - dodała Ochman.
Związkowcy i przedstawiciele medycznych samorządów zawodowych zarzucają koalicji "łamanie zasad dialogu społecznego, szerzenie nieprawdy i nieuwzględniania wypracowanych wcześniej rozwiązań".
W ubiegły czwartek sejmowa Komisja Zdrowia zakończyła prace nad sprawozdaniami podkomisji. We wrześniu posłowie mają zająć się przepisami wprowadzającymi ustawy zdrowotne. Procedowano pięć projektów: o ZOZ-ach, który pozwala na przekształcanie szpitali w spółki, o ochronie praw pacjenta i o Rzeczniku Praw Pacjenta, o akredytacji w ochronie zdrowia, o konsultantach krajowych i wojewódzkich w ochronie zdrowia oraz o pracownikach zakładów opieki zdrowotnej.
Oburzenie partnerów społecznych wzbudza tryb prac nad ustawami wprowadzającymi systemowe zmiany w ochronie zdrowia. Jako projekty poselskie nie podlegały konsultacjom społecznym, a podczas prac w podkomisji wprowadzono do nich poprawki, całkowicie zmieniające ich charakter.
Reprezentanci największych związków zawodowych oraz samorządów wielokrotnie podkreślali, że ustawy wprowadzające tak znaczące zmiany nie były przedmiotem konsultacji w Komisji Trójstronnej, a ustalenia wypracowane podczas "białego szczytu" nie zostały wzięte pod uwagę. Podczas prac komisji także nie uwzględniono uwag zgłaszanych przez partnerów społecznych.
Tymczasem poprawki podkomisji wprowadziły do ustaw zmiany niekorzystne zarówno dla nich, jak i dla pacjentów. Np. ustawa o pracownikach ZOZ-ów pozbawi ich większości obecnych uprawnień, a ustawa o ZOZ-ach wprowadza obowiązkowe przekształcenia szpitali w spółki. Na znak protestu wobec trybu prac przedstawiciele strony społecznej zrezygnowali z udziału w podkomisji, jednak w komisji także nie udało im się przeforsować istotnych z ich punktu widzenia poprawek.
Prezydent Kaczyński podkreślił, że jest zwolennikiem gospodarki rynkowej, ale służba zdrowia powinna podlegać w jak najmniejszym stopniu gospodarce.
Szefowa Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność" Maria Ochman mówiła PAP przed spotkaniem, że związkowcy chcą, by prezydent przyczynił się do wprowadzenie zmian w ustawach zdrowotnych, które przygotowała PO.
Oprócz "Solidarności" w spotkaniu z prezydentem uczestniczą także przedstawiciele Federacji Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej OPZZ, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Dorota Gardias, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł oraz prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Elżbieta Buczkowska. Nie ma na spotkaniu przedstawicieli Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Ochman podkreślała, że związki zawodowe chcą przedstawić Lechowi Kaczyńskiemu relację z prac sejmowej Komisji Zdrowia. "Mamy nadzieję, że pan prezydent wykorzystując możliwości jakie daje mu konstytucja, wpłynie na zmiany w ustawach zdrowotnych. Nie chcielibyśmy, żeby doszło do sytuacji, w której jedynym rozwiązaniem będzie prezydenckie weto" - powiedziała.
- Prezydent może zwołać radę gabinetową, spotkać się z klubami parlamentarnymi lub z sejmową Komisją Zdrowia - dodała Ochman.
Związkowcy i przedstawiciele medycznych samorządów zawodowych zarzucają koalicji "łamanie zasad dialogu społecznego, szerzenie nieprawdy i nieuwzględniania wypracowanych wcześniej rozwiązań".
W ubiegły czwartek sejmowa Komisja Zdrowia zakończyła prace nad sprawozdaniami podkomisji. We wrześniu posłowie mają zająć się przepisami wprowadzającymi ustawy zdrowotne. Procedowano pięć projektów: o ZOZ-ach, który pozwala na przekształcanie szpitali w spółki, o ochronie praw pacjenta i o Rzeczniku Praw Pacjenta, o akredytacji w ochronie zdrowia, o konsultantach krajowych i wojewódzkich w ochronie zdrowia oraz o pracownikach zakładów opieki zdrowotnej.
Oburzenie partnerów społecznych wzbudza tryb prac nad ustawami wprowadzającymi systemowe zmiany w ochronie zdrowia. Jako projekty poselskie nie podlegały konsultacjom społecznym, a podczas prac w podkomisji wprowadzono do nich poprawki, całkowicie zmieniające ich charakter.
Reprezentanci największych związków zawodowych oraz samorządów wielokrotnie podkreślali, że ustawy wprowadzające tak znaczące zmiany nie były przedmiotem konsultacji w Komisji Trójstronnej, a ustalenia wypracowane podczas "białego szczytu" nie zostały wzięte pod uwagę. Podczas prac komisji także nie uwzględniono uwag zgłaszanych przez partnerów społecznych.
Tymczasem poprawki podkomisji wprowadziły do ustaw zmiany niekorzystne zarówno dla nich, jak i dla pacjentów. Np. ustawa o pracownikach ZOZ-ów pozbawi ich większości obecnych uprawnień, a ustawa o ZOZ-ach wprowadza obowiązkowe przekształcenia szpitali w spółki. Na znak protestu wobec trybu prac przedstawiciele strony społecznej zrezygnowali z udziału w podkomisji, jednak w komisji także nie udało im się przeforsować istotnych z ich punktu widzenia poprawek.
Prezydenta Olsztyna zbada seksuolog
Prezydent Olsztyna będzie zbadany przez u seksuologa - dowiedział się reporter RMF FM Tomasz Sosnowski. Jeszcze w tym tygodniu Czesław M.zostanie przewieziony z aresztu w Białymstoku do Warszawy, gdzie przejdzie specjalistyczne badania.
Czesław M. jest oskarżony o zgwałcenie ciężarnej urzędniczki. Prezydent został zatrzymany w tej sprawie pod koniec lutego przez białostocką prokuraturę. Dwa tygodnie później sąd wyższej instancji uznał je za zasadne i aresztował prezydenta Olsztyna na trzy miesiące.
W czerwcu olsztyński sąd okręgowy nie uwzględnił zażalenia na przedłużenie tymczasowego aresztu dla Czesława M., prezydenta Olsztyna. Według decyzji sądu rejonowego podejrzany o przestępstwa seksualne prezydent ma pozostać w areszcie do 14 września.
Czesław M. jest oskarżony o zgwałcenie ciężarnej urzędniczki. Prezydent został zatrzymany w tej sprawie pod koniec lutego przez białostocką prokuraturę. Dwa tygodnie później sąd wyższej instancji uznał je za zasadne i aresztował prezydenta Olsztyna na trzy miesiące.
W czerwcu olsztyński sąd okręgowy nie uwzględnił zażalenia na przedłużenie tymczasowego aresztu dla Czesława M., prezydenta Olsztyna. Według decyzji sądu rejonowego podejrzany o przestępstwa seksualne prezydent ma pozostać w areszcie do 14 września.
piątek, 25 kwietnia 2008
TVP zawiadomiła prokuraturę ws. wycieku z audytu
TVP złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z ujawnieniem tajnego raportu z audytu, jaki przeprowadziła w spółce firma Ernst & Young.
TVP zawiadomi też Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego o naruszeniu ustawy o ochronie informacji niejawnych.
Informacje z raportu ujawniło w piątek Radio ZET. Według stacji, z dokumentu wynika m.in., że z pieniędzy TVP sfinansowane zostały procesy sądowe b. dyrektor TVP1 Małgorzaty Raczyńskiej oraz wiceszefowej Agencji Informacji Patrycji Koteckiej. Radio ZET informuje też, że "telewizja dopłaca do każdego programu komercyjnego aż 15 proc. z abonamentu", podczas gdy powinny być z niego finansowane tylko programy misyjne. Według stacji raport ma wskazywać też na "żenująco niską efektywność programów".
W przesłanym komunikacie TVP informuje, że tajny raport sporządzony był w sześciu egzemplarzach i zdeponowany w Kancelarii Tajnej TVP. Według TVP pięć egzemplarzy wciąż znajduje się w TVP, z wyjątkiem egzemplarza nr 2, który 28 lutego "został przekazany Ministrowi Skarbu Państwa Panu Aleksandrowi Gradowi, a w dniu 25 kwietnia br. Radio ZET poinformowało, że ma tajny raport z audytu w TVP".
TVP zawiadomi też Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego o naruszeniu ustawy o ochronie informacji niejawnych.
Informacje z raportu ujawniło w piątek Radio ZET. Według stacji, z dokumentu wynika m.in., że z pieniędzy TVP sfinansowane zostały procesy sądowe b. dyrektor TVP1 Małgorzaty Raczyńskiej oraz wiceszefowej Agencji Informacji Patrycji Koteckiej. Radio ZET informuje też, że "telewizja dopłaca do każdego programu komercyjnego aż 15 proc. z abonamentu", podczas gdy powinny być z niego finansowane tylko programy misyjne. Według stacji raport ma wskazywać też na "żenująco niską efektywność programów".
W przesłanym komunikacie TVP informuje, że tajny raport sporządzony był w sześciu egzemplarzach i zdeponowany w Kancelarii Tajnej TVP. Według TVP pięć egzemplarzy wciąż znajduje się w TVP, z wyjątkiem egzemplarza nr 2, który 28 lutego "został przekazany Ministrowi Skarbu Państwa Panu Aleksandrowi Gradowi, a w dniu 25 kwietnia br. Radio ZET poinformowało, że ma tajny raport z audytu w TVP".
Echa afery podsłuchowej w Krakowie
Prokuratura Apelacyjna w Krakowie sprawdzi całe śledztwo w sprawie rzekomej korupcji w Urzędzie Miasta Krakowa - powiedział reporterowi RMF FM minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski.
To efekt ujawnionych przez naszych dziennikarzy informacji, że w czasie śledztwa prokuratorzy zdecydowali się założyć podsłuchy kilkunastu osobom, w tym działaczom Platformy Obywatelskiej.
Według naszych ustaleń podsłuchiwano m.in. ówczesnego senatora PO Andrzeja Gołasia, posła Tomasza Szczypińskiego, a także radnych miasta z PO Bogusława Kośmidra i Kajetana d'Obyrna. Śledztwo jeszcze prowadzi prokuratura okręgowa, materiały lada dzień zostaną skontrolowane. Sprawdzi to prokuratura apelacyjna, ewentualnie prokuratura krajowa. Ta sprawa musi być wyjaśniona. (?) Prokuratorzy, przełożeni wiedzą co w takim wypadku trzeba zrobić. Przypuszczam, że już podjęli w tym zakresie pewne decyzje - stwierdził Zbigniew Ćwiąkalski.
Musi być zbadana cała sprawa, bo tu nie chodzi tylko o same podsłuchy, ale także o pewien plan śledztwa, sposób postępowania, stawiane zarzuty. Myślę, że sprawa wymaga bardziej kompleksowego potraktowania - zaznaczył minister sprawiedliwości.
W przyszłym tygodniu krakowska Platforma Obywatelska ma złożyć w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na nadużyciu władzy. Prokuratura Okręgowa w Krakowie nadal nie komentuje całej sprawy.
To efekt ujawnionych przez naszych dziennikarzy informacji, że w czasie śledztwa prokuratorzy zdecydowali się założyć podsłuchy kilkunastu osobom, w tym działaczom Platformy Obywatelskiej.
Według naszych ustaleń podsłuchiwano m.in. ówczesnego senatora PO Andrzeja Gołasia, posła Tomasza Szczypińskiego, a także radnych miasta z PO Bogusława Kośmidra i Kajetana d'Obyrna. Śledztwo jeszcze prowadzi prokuratura okręgowa, materiały lada dzień zostaną skontrolowane. Sprawdzi to prokuratura apelacyjna, ewentualnie prokuratura krajowa. Ta sprawa musi być wyjaśniona. (?) Prokuratorzy, przełożeni wiedzą co w takim wypadku trzeba zrobić. Przypuszczam, że już podjęli w tym zakresie pewne decyzje - stwierdził Zbigniew Ćwiąkalski.
Musi być zbadana cała sprawa, bo tu nie chodzi tylko o same podsłuchy, ale także o pewien plan śledztwa, sposób postępowania, stawiane zarzuty. Myślę, że sprawa wymaga bardziej kompleksowego potraktowania - zaznaczył minister sprawiedliwości.
W przyszłym tygodniu krakowska Platforma Obywatelska ma złożyć w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na nadużyciu władzy. Prokuratura Okręgowa w Krakowie nadal nie komentuje całej sprawy.
Zarzuty Olejniczaka "krzywdzące" dla PiS
Według szefa klubu PiS Przemysława Gosiewskiego, zarzuty przewodniczącego SLD Wojciecha Olejniczaka pod adresem Prawa i Sprawiedliwości są "krzywdzące".
Podkreślił, że politycy nie mieli żadnego wpływu na zatrzymanie Barbary Blidy.
Zdaniem Olejniczaka, okoliczności śmierci Barbary Blidy świadczą o tym, że była to "akcja polityczna" przeciwko SLD, prowadzona przez PiS. Blida popełniła samobójstwo 25 kwietnia 2007 r., gdy funkcjonariusze ABW przyszli przeszukać jej dom i - na polecenie Prokuratury Okręgowej w Katowicach - zatrzymać ją w związku z podejrzeniami o korupcję w handlu węglem.
- Wiemy, że była to akcja polityczna prowadzona przeciwko SLD, przeciwko całej polskiej lewicy, prowadzona przez polityków PiS - mówił Olejniczak w piątek w Sejmie.
- Olejniczak wypowiada się w sposób krzywdzący, całkowicie sprzeczny ze stanem faktycznym - powiedział na piątkowej konferencji w Sejmie szef klubu PiS.
Jak podkreślił, kwestia zatrzymania Barbary Blidy wynikała z toczących się postępowań w sprawach afery węglowej, "była deczyją czysto procesową, na którą wpływu nie mieli żadni politycy".
Gosiewski zaapelował też do szefa komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy Ryszarda Kalisza (Lewica), by "nie był przeciwny jawności prac tej komisji, bo jest potrzeba, by zeznania prokuratorów nie były utajniane".
Szef klubu PiS podkreślił, że jest też potrzeba, by w ramach prac komisji zostały zbadane także inne wątki afery węglowej.
Z kolei b.minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podkreślił w piątkowej rozmowie z dziennikarzami, że "ostatnie, jawne przesłuchania prokuratorów w Sejmie (przez komisję śledczą ws. Blidy - przyp. red.) zadają kłam twierdzeniom, że były z jego strony jakieś naciski na nich".
- Nigdy się ze mną nie kontaktowali, samodzielnie podejmowali decyzje, byli niezależni w swoich działaniach - oświadczył Ziobro.
W tym tygodniu podczas posiedzenia komisji śledczej m.in. katowicki prokurator Piotr Wolny zeznał, że nie wywierano na niego nacisków ws. prowadzonego śledztwa odnośnie dokonywania lub zaniechania określonych czynności procesowych.
Ziobro mówił, że "funkcjonariusze nie przyszli i nie zastrzelili pani Barbary Blidy, tak jak to za czasów pana (Ryszarda) Kalisza funkcjonariusze mu podlegli zastrzelili dwoje niewinnych studentów w Łodzi".
- Dochodzi nawet do takich błędów ze strony funkcjonariuszy państwa, ale tu takich błędów nie było - powiedział. - Tutaj sama pani Barbara Blida, mając swobodę decyzji, udała się do łazienki i targnęła się na własne życie, co jest tragedią, rzeczą wymagającą współczucia, ale takie historie zdarzają się i to niestety nierzadko - mówił b.minister.
Podkreślił, że politycy nie mieli żadnego wpływu na zatrzymanie Barbary Blidy.
Zdaniem Olejniczaka, okoliczności śmierci Barbary Blidy świadczą o tym, że była to "akcja polityczna" przeciwko SLD, prowadzona przez PiS. Blida popełniła samobójstwo 25 kwietnia 2007 r., gdy funkcjonariusze ABW przyszli przeszukać jej dom i - na polecenie Prokuratury Okręgowej w Katowicach - zatrzymać ją w związku z podejrzeniami o korupcję w handlu węglem.
- Wiemy, że była to akcja polityczna prowadzona przeciwko SLD, przeciwko całej polskiej lewicy, prowadzona przez polityków PiS - mówił Olejniczak w piątek w Sejmie.
- Olejniczak wypowiada się w sposób krzywdzący, całkowicie sprzeczny ze stanem faktycznym - powiedział na piątkowej konferencji w Sejmie szef klubu PiS.
Jak podkreślił, kwestia zatrzymania Barbary Blidy wynikała z toczących się postępowań w sprawach afery węglowej, "była deczyją czysto procesową, na którą wpływu nie mieli żadni politycy".
Gosiewski zaapelował też do szefa komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy Ryszarda Kalisza (Lewica), by "nie był przeciwny jawności prac tej komisji, bo jest potrzeba, by zeznania prokuratorów nie były utajniane".
Szef klubu PiS podkreślił, że jest też potrzeba, by w ramach prac komisji zostały zbadane także inne wątki afery węglowej.
Z kolei b.minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podkreślił w piątkowej rozmowie z dziennikarzami, że "ostatnie, jawne przesłuchania prokuratorów w Sejmie (przez komisję śledczą ws. Blidy - przyp. red.) zadają kłam twierdzeniom, że były z jego strony jakieś naciski na nich".
- Nigdy się ze mną nie kontaktowali, samodzielnie podejmowali decyzje, byli niezależni w swoich działaniach - oświadczył Ziobro.
W tym tygodniu podczas posiedzenia komisji śledczej m.in. katowicki prokurator Piotr Wolny zeznał, że nie wywierano na niego nacisków ws. prowadzonego śledztwa odnośnie dokonywania lub zaniechania określonych czynności procesowych.
Ziobro mówił, że "funkcjonariusze nie przyszli i nie zastrzelili pani Barbary Blidy, tak jak to za czasów pana (Ryszarda) Kalisza funkcjonariusze mu podlegli zastrzelili dwoje niewinnych studentów w Łodzi".
- Dochodzi nawet do takich błędów ze strony funkcjonariuszy państwa, ale tu takich błędów nie było - powiedział. - Tutaj sama pani Barbara Blida, mając swobodę decyzji, udała się do łazienki i targnęła się na własne życie, co jest tragedią, rzeczą wymagającą współczucia, ale takie historie zdarzają się i to niestety nierzadko - mówił b.minister.
Świadek koronny popełnił samobójstwo w celi
Świadek koronny Andrzej Ł., ps. Gruby, pozostający pod opieką Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. popełnił samobójstwo - informuje "Polityka".
Rzecznik aresztu Michał Zagłoba przyznał, że doszło do śmierci osadzonego, ale nie podał żadnych szczegółów. Dodał, że sprawę wyjaśnia postępowanie wewnętrzne.
"Polityka", która ujawniła sprawę, podała, że samobójca to świadek koronny Andrzej Ł., ps. Gruby, złodziej luksusowych samochodów. Źródła PAP podają, że nie miał on formalnego statusu świadka koronnego.
Według "Polityki", objęty programem ochrony świadka koronnego "Gruby" nadal kradł, dlatego trafił do aresztu (wtedy też traci się status świadka koronnego). Zdaniem "Polityki" siedział on w monitorowanej celi, ale kamera nie obejmowała kącika sanitarnego, dlatego nikt nie uniemożliwił mu desperackiego kroku.
Śledztwo w sprawie śmierci aresztanta prowadzi białostocki wydział ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Tam jednak w piątek nie udało się uzyskać więcej informacji.
To kolejne samobójstwo w areszcie. Sławomir Kościuk, skazany przez płocki sąd okręgowy na dożywocie w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, kilka dni po wyroku, 4 kwietnia, powiesił się w celi. Trwa śledztwo i wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. W czerwcu ub. roku, w olsztyńskim areszcie powiesił się Wojciech F., któremu śledczy mieli przypisać sprawstwo kierownicze zabójstwa Olewnika.
Głośna jest też sprawa podejrzanego o kradzież obywatela Rumunii Claudiu Crulica, który w areszcie odmówił przyjmowania jedzenia, w styczniu br. zmarł w szpitalu. W związku z tym będą postępowania dyscyplinarne przeciw dyrektorowi Aresztu Śledczego w Krakowie, dyrektorowi szpitala przy tym areszcie i kierownikowi ambulatorium.
Rzecznik aresztu Michał Zagłoba przyznał, że doszło do śmierci osadzonego, ale nie podał żadnych szczegółów. Dodał, że sprawę wyjaśnia postępowanie wewnętrzne.
"Polityka", która ujawniła sprawę, podała, że samobójca to świadek koronny Andrzej Ł., ps. Gruby, złodziej luksusowych samochodów. Źródła PAP podają, że nie miał on formalnego statusu świadka koronnego.
Według "Polityki", objęty programem ochrony świadka koronnego "Gruby" nadal kradł, dlatego trafił do aresztu (wtedy też traci się status świadka koronnego). Zdaniem "Polityki" siedział on w monitorowanej celi, ale kamera nie obejmowała kącika sanitarnego, dlatego nikt nie uniemożliwił mu desperackiego kroku.
Śledztwo w sprawie śmierci aresztanta prowadzi białostocki wydział ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Tam jednak w piątek nie udało się uzyskać więcej informacji.
To kolejne samobójstwo w areszcie. Sławomir Kościuk, skazany przez płocki sąd okręgowy na dożywocie w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, kilka dni po wyroku, 4 kwietnia, powiesił się w celi. Trwa śledztwo i wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. W czerwcu ub. roku, w olsztyńskim areszcie powiesił się Wojciech F., któremu śledczy mieli przypisać sprawstwo kierownicze zabójstwa Olewnika.
Głośna jest też sprawa podejrzanego o kradzież obywatela Rumunii Claudiu Crulica, który w areszcie odmówił przyjmowania jedzenia, w styczniu br. zmarł w szpitalu. W związku z tym będą postępowania dyscyplinarne przeciw dyrektorowi Aresztu Śledczego w Krakowie, dyrektorowi szpitala przy tym areszcie i kierownikowi ambulatorium.
sobota, 1 marca 2008
Rozłam w młodzieżówce PO?
Około 200 osób uczestniczyło w sobotnim zjeździe Stowarzyszenia Młodych Demokratów w Warszawie. Młodzieżówka Platformy wybierała przewodniczącego oraz władze krajowe. Według części delegatów, zjazd był nieważny.
Nowym szefem stowarzyszenia został 25-letni Dariusz Dolczewski z Warszawy, pracownik gabinetu politycznego ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Dostał 136 głosów "za" i 18 "przeciw".
Na spotkanie miał przybyć premier Donald Tusk, jednak ostatecznie pojawił się jedynie b. szef tej organizacji, a obecnie szef gabinetu premiera Sławomir Nowak.
Mimo tego działacze nie byli zawiedzeni. "Premier ma swoje obowiązki, rozumiemy to" - mówił PAP b. szef SMD Tomasz Kacprzak.
Według kilku delegatów, zjazd został zwołany z rażącym naruszeniem statutu. Marcin Kalek z Mazowsza powiedział PAP, że będzie wnioskował do sądu, by orzekł, czy spotkanie, a co za tym idzie wszystkie decyzje, które na nim zapadły, są zgodne z prawem.
Kwestionujący legalność zjazdu podnoszą w specjalnym piśmie, które zostało na nim przedstawione, m.in., że nie został zachowany termin pomiędzy podjęciem uchwały o przeprowadzeniu zjazdu, a spotkaniem.
Zgodnie ze statutem Zjazd Delegatów w trybie zwyczajnym zwoływany jest na minimum 3 miesiące przed jego planowanym terminem. W tym przypadku - jak czytamy w dokumencie przedstawionym przez kwestionujących legalność - uchwała została podjęta na niecały miesiąc przed zjazdem.
W ocenie Kalka, takie stanowisko jak on prezentuje ok. 25 proc. obecnych w sobotę w Warszawie. Jego zdaniem, zjazd został zwołany z naruszeniem statutu przez grupę związaną ze Sławomirem Nowakiem, tak, by w "młodzieżówce panował chaos". Kalek jest zdania, że Nowak woli niesformalizowaną grupę, niż dobrze zorganizowane stowarzyszenie, by jego członkowie nie mogli np. upominać się o stanowiska.
Sam Nowak grupę kwestionujących legalność określił w rozmowie z PAP jako "pozostałość po procesie sanacji w PO". Pytany, czy chodzi mu o działaczy związanych u usuniętym z Platformy Pawłem Piskorskim odparł: "Nie potwierdzam, nie zaprzeczam".
Jaśniej o niezadowolonych mówił za to Kacprzak. W jego ocenie jest to grupa 5 osób, którzy zostali usunięci wraz z Piskorskim z PO, ale pozostali w SMD. B. szef organizacji zaznaczył, że nie było podstaw statutowych by ich usunąć. Ich wypowiedzi na temat legalności zjazdu uznał za "happening i żart".
Nowym szefem stowarzyszenia został 25-letni Dariusz Dolczewski z Warszawy, pracownik gabinetu politycznego ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Dostał 136 głosów "za" i 18 "przeciw".
Na spotkanie miał przybyć premier Donald Tusk, jednak ostatecznie pojawił się jedynie b. szef tej organizacji, a obecnie szef gabinetu premiera Sławomir Nowak.
Mimo tego działacze nie byli zawiedzeni. "Premier ma swoje obowiązki, rozumiemy to" - mówił PAP b. szef SMD Tomasz Kacprzak.
Według kilku delegatów, zjazd został zwołany z rażącym naruszeniem statutu. Marcin Kalek z Mazowsza powiedział PAP, że będzie wnioskował do sądu, by orzekł, czy spotkanie, a co za tym idzie wszystkie decyzje, które na nim zapadły, są zgodne z prawem.
Kwestionujący legalność zjazdu podnoszą w specjalnym piśmie, które zostało na nim przedstawione, m.in., że nie został zachowany termin pomiędzy podjęciem uchwały o przeprowadzeniu zjazdu, a spotkaniem.
Zgodnie ze statutem Zjazd Delegatów w trybie zwyczajnym zwoływany jest na minimum 3 miesiące przed jego planowanym terminem. W tym przypadku - jak czytamy w dokumencie przedstawionym przez kwestionujących legalność - uchwała została podjęta na niecały miesiąc przed zjazdem.
W ocenie Kalka, takie stanowisko jak on prezentuje ok. 25 proc. obecnych w sobotę w Warszawie. Jego zdaniem, zjazd został zwołany z naruszeniem statutu przez grupę związaną ze Sławomirem Nowakiem, tak, by w "młodzieżówce panował chaos". Kalek jest zdania, że Nowak woli niesformalizowaną grupę, niż dobrze zorganizowane stowarzyszenie, by jego członkowie nie mogli np. upominać się o stanowiska.
Sam Nowak grupę kwestionujących legalność określił w rozmowie z PAP jako "pozostałość po procesie sanacji w PO". Pytany, czy chodzi mu o działaczy związanych u usuniętym z Platformy Pawłem Piskorskim odparł: "Nie potwierdzam, nie zaprzeczam".
Jaśniej o niezadowolonych mówił za to Kacprzak. W jego ocenie jest to grupa 5 osób, którzy zostali usunięci wraz z Piskorskim z PO, ale pozostali w SMD. B. szef organizacji zaznaczył, że nie było podstaw statutowych by ich usunąć. Ich wypowiedzi na temat legalności zjazdu uznał za "happening i żart".
Premier: Jasna przyszłość Marcinkiewicza
Zdaniem premiera Donalda Tuska, b. szef rządu Kazimierz Marcinkiewicz ma przed sobą "jasną przyszłość". Tusk przyznał, że to dla niego "bliski partner".
Donald Tusk powiedział dziennikarzom w sobotę po posiedzeniu Rady Krajowej PO, że niezależnie od tego, czy b. premier będzie pracować w biznesie czy polityce, widzi przed nim "jasną przyszłość".
- Marcinkiewicz ma dla mnie status bliskiego i ważnego partnera. Jestem przekonany, że także w przyszłości będziemy współpracować bezkonfliktowo, w rolach które on sam będzie sobie budował - powiedział premier.
Jego zdaniem to jednak sam Marcinkiewicz będzie sobie "kreował przyszłość".
- Jest coś upokarzającego i złośliwego w ustach niektórych polityków opozycji, takie szukanie na siłę pracy Marcinkiewiczowi, chociaż ma bardzo dobry etat i bardzo dobrą przyszłość przed sobą - dodał Tusk.
Kilka dni temu prezes PiS Jarosław Kaczyński uznał, że Marcinkiewicz "zaleca się" do Platformy Obywatelskiej, bo "na coś liczy".
Kaczyńskiego sprowokowała wypowiedź Marcinkiewicza po stu dniach rządów koalicji PO-PSL, którą Marcinkiewicz ocenił na "mocną czwórkę"
Za najważniejsze osiągnięcia rządu PO-PSL Marcinkiewicz uznał stworzenie dobrej atmosfery pracy, uspokojenie nastrojów oraz zakończenie wojny polsko-polskiej.
- Kiedy słyszę niektórych polityków opozycji, którzy mówią o Marcinkiewiczu, to widzę wyraźne zazdrość w ich oczach, bo muszą mieć w pamięci, kto w Polsce jest najpopularniejszym politykiem - dodał Donald Tusk.
Kazimierz Marcinkiewicz był premierem od 31 października 2005 r. do 14 lipca 2006 r, kiedy to na stanowisku szefa rządu zastąpił go Jarosław Kaczyński. Od lipca 2006 do grudnia 2006 pełnił obowiązki prezydenta Warszawy (bezskutecznie walczył o fotel prezydenta w stolicy w wyborach samorządowych w 2006 roku). Od 1 marca 2007 r. jest dyrektorem w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie. Kadencja Marcinkiewicza w EBOR upłynie w maju br.
Donald Tusk powiedział dziennikarzom w sobotę po posiedzeniu Rady Krajowej PO, że niezależnie od tego, czy b. premier będzie pracować w biznesie czy polityce, widzi przed nim "jasną przyszłość".
- Marcinkiewicz ma dla mnie status bliskiego i ważnego partnera. Jestem przekonany, że także w przyszłości będziemy współpracować bezkonfliktowo, w rolach które on sam będzie sobie budował - powiedział premier.
Jego zdaniem to jednak sam Marcinkiewicz będzie sobie "kreował przyszłość".
- Jest coś upokarzającego i złośliwego w ustach niektórych polityków opozycji, takie szukanie na siłę pracy Marcinkiewiczowi, chociaż ma bardzo dobry etat i bardzo dobrą przyszłość przed sobą - dodał Tusk.
Kilka dni temu prezes PiS Jarosław Kaczyński uznał, że Marcinkiewicz "zaleca się" do Platformy Obywatelskiej, bo "na coś liczy".
Kaczyńskiego sprowokowała wypowiedź Marcinkiewicza po stu dniach rządów koalicji PO-PSL, którą Marcinkiewicz ocenił na "mocną czwórkę"
Za najważniejsze osiągnięcia rządu PO-PSL Marcinkiewicz uznał stworzenie dobrej atmosfery pracy, uspokojenie nastrojów oraz zakończenie wojny polsko-polskiej.
- Kiedy słyszę niektórych polityków opozycji, którzy mówią o Marcinkiewiczu, to widzę wyraźne zazdrość w ich oczach, bo muszą mieć w pamięci, kto w Polsce jest najpopularniejszym politykiem - dodał Donald Tusk.
Kazimierz Marcinkiewicz był premierem od 31 października 2005 r. do 14 lipca 2006 r, kiedy to na stanowisku szefa rządu zastąpił go Jarosław Kaczyński. Od lipca 2006 do grudnia 2006 pełnił obowiązki prezydenta Warszawy (bezskutecznie walczył o fotel prezydenta w stolicy w wyborach samorządowych w 2006 roku). Od 1 marca 2007 r. jest dyrektorem w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie. Kadencja Marcinkiewicza w EBOR upłynie w maju br.
Kulminacja huraganu dopiero przed nami
Kulminacji huraganu Emma w Tatrach i na Podhalu spodziewana jest w nocy z soboty na niedzielę - poinformował kierownik stacji hydrologiczno - meteorologicznej IMGW w Zakopanem, Michał Furmnek.
W sobotę w południe prędkość wiatru na Kasprowym Wierchu nie przekraczała 100 km/godz., a w Zakopanem 50 km/godz.
Według Furmanka, w górach w nocy z soboty na niedzielę wiatr w porywach może osiągać około 150 km/godz., a na Podhalu nie powinien przekroczyć 120 km/godz.
- Może to dziwnie zabrzmi, ale my tu, na Podhalu, jesteśmy właściwie przyzwyczajeni do silnego wiatru. Czy Emma spowoduje u nas duże zniszczenia? Trudno powiedzieć. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że docierając na Podhale, huragan osłabnie i nie osiągnie prędkości takiej jak w 1968 roku. Wtedy na Kasprowym Wierchu zanotowano porywy ponad 300 a w Zakopanem około 250 km/godz. - powiedział Furmanek.
Zdaniem kierownika zakopiańskiej stacji IMGW, wiatr na Podhalu i w Tatrach osłabnie dopiero w poniedziałek, ale jeszcze we wtorek należy spodziewać się silniejszych podmuchów.
W sobotę w południe prędkość wiatru na Kasprowym Wierchu nie przekraczała 100 km/godz., a w Zakopanem 50 km/godz.
Według Furmanka, w górach w nocy z soboty na niedzielę wiatr w porywach może osiągać około 150 km/godz., a na Podhalu nie powinien przekroczyć 120 km/godz.
- Może to dziwnie zabrzmi, ale my tu, na Podhalu, jesteśmy właściwie przyzwyczajeni do silnego wiatru. Czy Emma spowoduje u nas duże zniszczenia? Trudno powiedzieć. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że docierając na Podhale, huragan osłabnie i nie osiągnie prędkości takiej jak w 1968 roku. Wtedy na Kasprowym Wierchu zanotowano porywy ponad 300 a w Zakopanem około 250 km/godz. - powiedział Furmanek.
Zdaniem kierownika zakopiańskiej stacji IMGW, wiatr na Podhalu i w Tatrach osłabnie dopiero w poniedziałek, ale jeszcze we wtorek należy spodziewać się silniejszych podmuchów.
Tusk obiecuje abolicję podatkową
Do końca marca ma powstać spójny projekt ustawy o abolicji podatkowej dla osób pracujących za granicą. Na dzisiejszej Radzie Krajowej Platformy Obywatelskiej Donald Tusk zobowiązał do tego partyjnych kolegów i ministra finansów.
W Sejmie jest już także konkurencyjny projekt Lewicy i Demokratów. Jednak zdaniem wielu ekspertów jest on niekonstytucyjny, bo faworyzuje jedną grupę podatników. PO ma ponoć pomysły na ominięcie tej rafy. Podatnik, który zalegalizuje dochody, będzie miał możliwość w kolejnych latach odpisania od należnego podatku ten podatek, który musiałby ewentualnie zapłacić za okres, kiedy pracował za granicą - stwierdził Zbigniew Chlebowski.
Szef klubu parlamentarnego PO będzie również czuwał nad harmonogramem likwidacji podatku Belki. Premier jasno zadeklarował, że w pierwszej połowie kadencji tego Sejmu 19-procentowy podatek zostanie zniesiony od oszczędności i lokat bankowych, a w drugiej połowie - od transakcji giełdowych.
W Sejmie jest już także konkurencyjny projekt Lewicy i Demokratów. Jednak zdaniem wielu ekspertów jest on niekonstytucyjny, bo faworyzuje jedną grupę podatników. PO ma ponoć pomysły na ominięcie tej rafy. Podatnik, który zalegalizuje dochody, będzie miał możliwość w kolejnych latach odpisania od należnego podatku ten podatek, który musiałby ewentualnie zapłacić za okres, kiedy pracował za granicą - stwierdził Zbigniew Chlebowski.
Szef klubu parlamentarnego PO będzie również czuwał nad harmonogramem likwidacji podatku Belki. Premier jasno zadeklarował, że w pierwszej połowie kadencji tego Sejmu 19-procentowy podatek zostanie zniesiony od oszczędności i lokat bankowych, a w drugiej połowie - od transakcji giełdowych.
Rozbito gang samochodowy - policja zatrzymała 5 osób
Zorganizowaną grupę przestępczą, która kradła samochody i rozbierała je na części, rozbiła śląska policja. W ręce policjantów wpadło pięć osób. Decyzją sądu zostali oni aresztowani.
Nadkomisarz Piotr Bieniak z zespołu prasowego śląskiej policji powiedział, że według szacunków funkcjonariuszy grupa ma na koncie kradzież co najmniej kilkudziesięciu aut. Policjantom udało się odzyskać część kradzionych samochodów i zabezpieczyć dużą część podzespołów.
Grupa działała od 2007 r. na południu Polski. Pięciu jej członków zatrzymali wspólnie policjanci z Chorzowa, Sosnowca i Wydziału do walki z Przestępczością Samochodową KWP w Katowicach.
- Zatrzymani to mieszkańcy Górnego Śląska i Zagłębia w wieku od 21 do 33 lat. Przedstawiono im kilkanaście zarzutów, m.in. kierowania lub udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, mającej na celu kradzieże i włamania do samochodów, a także posiadanie narkotyków - powiedział Bieniak.
Szefem gangu był 32-letni Jacek F. Pozostali członkowie zlecali kradzieże aut, rozbierali je na części i rozprowadzali podzespoły wśród paserów. W toku śledztwa policjanci znaleźli kilka tzw. dziupli samochodowych, w których przestępcy ukrywali skradzione auta. Pojazdy były przechowywane zwykle w wynajmowanych garażach lub warsztatach, gdzie je demontowano.
Przestępcy zostali zatrzymani w tym samym czasie w dokładnie zaplanowanej akcji, w której uczestniczyło kilkudziesięciu policjantów. Podczas przeszukań znaleziono przy nich amunicję do broni palnej, pistolet gazowy oraz narkotyki. Chorzowski sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu całej piątki; część z nich miała już wcześniej na koncie podobne przestępstwa. Podejrzanym może grozić do 5 lat więzienia.
Nadkomisarz Piotr Bieniak z zespołu prasowego śląskiej policji powiedział, że według szacunków funkcjonariuszy grupa ma na koncie kradzież co najmniej kilkudziesięciu aut. Policjantom udało się odzyskać część kradzionych samochodów i zabezpieczyć dużą część podzespołów.
Grupa działała od 2007 r. na południu Polski. Pięciu jej członków zatrzymali wspólnie policjanci z Chorzowa, Sosnowca i Wydziału do walki z Przestępczością Samochodową KWP w Katowicach.
- Zatrzymani to mieszkańcy Górnego Śląska i Zagłębia w wieku od 21 do 33 lat. Przedstawiono im kilkanaście zarzutów, m.in. kierowania lub udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, mającej na celu kradzieże i włamania do samochodów, a także posiadanie narkotyków - powiedział Bieniak.
Szefem gangu był 32-letni Jacek F. Pozostali członkowie zlecali kradzieże aut, rozbierali je na części i rozprowadzali podzespoły wśród paserów. W toku śledztwa policjanci znaleźli kilka tzw. dziupli samochodowych, w których przestępcy ukrywali skradzione auta. Pojazdy były przechowywane zwykle w wynajmowanych garażach lub warsztatach, gdzie je demontowano.
Przestępcy zostali zatrzymani w tym samym czasie w dokładnie zaplanowanej akcji, w której uczestniczyło kilkudziesięciu policjantów. Podczas przeszukań znaleziono przy nich amunicję do broni palnej, pistolet gazowy oraz narkotyki. Chorzowski sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu całej piątki; część z nich miała już wcześniej na koncie podobne przestępstwa. Podejrzanym może grozić do 5 lat więzienia.
Kaczmarek: Dochnal to oszust, łajdak i hochsztapler
To pomówienie - tak Wiesław Kaczmarek komentuje sensacyjne rewelacje Marka Dochnala. Lobbysta w "Kontrapunkcie RMF FM i Newsweeka" stwierdził, że dał Kaczmarkowi milion dolarów łapówki. Nigdy w życiu nie miałem kontaktu z panem Dochnalem.
Nigdy z nim nie rozmawiałem i nie wysyłałem żadnych emisariuszy - zaznaczył były minister w rządach SLD.
Wiesław Kaczmarek w rozmowie z reporterką RMF FM Agnieszką Milczarz zarzekał się, że nie posiada konta za granicą i dodał, że raz już to udowodnił. Jednym z zarzutów, które formułował publicznie, albo dziennikarze to robili, było to, że on dostał rzekomo napisany moją ręką numer konta i nazwę banku. Żeby skończyć z jego bezkarnością w oczernianiu ludzi poddałem się na prośbę prokuratury testowi grafologicznemu. Wyszło, że niestety to nie byłem ja - stwierdził.
Były minister gospodarki zaznaczył jednak, że nie zamierza pozywać Dochnala do sądu. Nie mam najmniejszej ochoty kalać się jakimkolwiek kontaktem z tego typu oszustem.
Lobbysta w "Kontrapunkcie RMF FM i Newsweeka" stwierdził również, że to Jan Kulczyk i Ryszard Krauze stoją za jego ponad trzyletnim pobytem w areszcie. Nie komentujemy zarzutów Marka Dochnala, ponieważ ta sprawa nas nie dotyczy - stwierdził przedstawiciel firmy Kulczyk Holding. Także Prokom Investment nie chciał się oficjalnie odnosić do słów biznesmena.
Nieoficjalnie od przedstawiciela Prokom Investment reporterka RMF FM usłyszała, że Krauze najgorszemu wrogowi nie życzyłby takiego wsparcia, jakiego poprzednia władza postawiła właśnie jemu. Chodzi o ściganie Ryszarda Krauzego przez prokuraturę i postawienie mu zarzutów składania fałszywych zeznań w sprawie przecieków o akcji CBA w resorcie rolnictwa w czasach, gdy rządził PiS, a prokuraturą dowodził minister Ziobro.
Poza tym przedstawiciel Prokomu stwierdził, że nawet gdyby Dochnal wyszedł wcześniej z aresztu, nie byłby żadną konkurencją dla naftowych interesów Krauzego w Kazachstanie. Transakcja była zawierana między dwoma prywatnymi inwestorami, nie było tam miejsca dla trzeciego i nie było tam też miejsca na interwencję państwa - usłyszała od przedstawiciela Krauzego Agnieszka Milczarz.
Nigdy z nim nie rozmawiałem i nie wysyłałem żadnych emisariuszy - zaznaczył były minister w rządach SLD.
Wiesław Kaczmarek w rozmowie z reporterką RMF FM Agnieszką Milczarz zarzekał się, że nie posiada konta za granicą i dodał, że raz już to udowodnił. Jednym z zarzutów, które formułował publicznie, albo dziennikarze to robili, było to, że on dostał rzekomo napisany moją ręką numer konta i nazwę banku. Żeby skończyć z jego bezkarnością w oczernianiu ludzi poddałem się na prośbę prokuratury testowi grafologicznemu. Wyszło, że niestety to nie byłem ja - stwierdził.
Były minister gospodarki zaznaczył jednak, że nie zamierza pozywać Dochnala do sądu. Nie mam najmniejszej ochoty kalać się jakimkolwiek kontaktem z tego typu oszustem.
Lobbysta w "Kontrapunkcie RMF FM i Newsweeka" stwierdził również, że to Jan Kulczyk i Ryszard Krauze stoją za jego ponad trzyletnim pobytem w areszcie. Nie komentujemy zarzutów Marka Dochnala, ponieważ ta sprawa nas nie dotyczy - stwierdził przedstawiciel firmy Kulczyk Holding. Także Prokom Investment nie chciał się oficjalnie odnosić do słów biznesmena.
Nieoficjalnie od przedstawiciela Prokom Investment reporterka RMF FM usłyszała, że Krauze najgorszemu wrogowi nie życzyłby takiego wsparcia, jakiego poprzednia władza postawiła właśnie jemu. Chodzi o ściganie Ryszarda Krauzego przez prokuraturę i postawienie mu zarzutów składania fałszywych zeznań w sprawie przecieków o akcji CBA w resorcie rolnictwa w czasach, gdy rządził PiS, a prokuraturą dowodził minister Ziobro.
Poza tym przedstawiciel Prokomu stwierdził, że nawet gdyby Dochnal wyszedł wcześniej z aresztu, nie byłby żadną konkurencją dla naftowych interesów Krauzego w Kazachstanie. Transakcja była zawierana między dwoma prywatnymi inwestorami, nie było tam miejsca dla trzeciego i nie było tam też miejsca na interwencję państwa - usłyszała od przedstawiciela Krauzego Agnieszka Milczarz.
Tusk: Zniesiemy abonament rtv dla emerytów
Premier Donald Tusk zarekomendował Radosława Sikorskiego i Jarosława Gowina do Zarządu Krajowego PO.
Rada Krajowa omawia sytuację w PO po stu dniach rządu. Sekretarz generalny Grzegorz Schetyna przedstawi koncepcję zarządzania partią po wyborach.
Premier Donald Tusk zapowiedział, że w przyszłym tygodniu klub Platformy złoży do marszałka Sejmu projekt ustawy, który przewiduje zniesienie abonamentu rtv dla emerytów.
Jak dodał, drugim krokiem będzie zniesienie abonamentu dla wszystkich. - Abonament jest ciężarem archaicznym - ocenił w sobotę szef rządu. Premier podkreślił, że partia, która zdobyła władzę i nie realizuje obietnic, na pewno władzę straci.
Premier zapowiedział również, że w pierwszej połowie kadencji będzie chciał uchylić podatek Belki w części opodatkowującej oszczędności. W końcu kadencji - mówił - rząd będzie chciał zlikwidować ten podatek w części dotyczącej transakcji giełdowych.
Obecnie 19-procentowy tzw. podatek Belki płacimy od zysków z funduszy inwestycyjnych, giełdy, odsetek od lokat bankowych i oprocentowanych kont.
Tusk argumentował, że chce najpierw uchylić podatek Belki w części dotyczącej oszczędności, bo obciąża on niezamożnych Polaków. Podkreślał, że rząd jest odpowiedzialny za "harmonijne", ale i "odpowiedzialne" znoszenie i obniżanie podatków.
Rada Krajowa omawia sytuację w PO po stu dniach rządu. Sekretarz generalny Grzegorz Schetyna przedstawi koncepcję zarządzania partią po wyborach.
Premier Donald Tusk zapowiedział, że w przyszłym tygodniu klub Platformy złoży do marszałka Sejmu projekt ustawy, który przewiduje zniesienie abonamentu rtv dla emerytów.
Jak dodał, drugim krokiem będzie zniesienie abonamentu dla wszystkich. - Abonament jest ciężarem archaicznym - ocenił w sobotę szef rządu. Premier podkreślił, że partia, która zdobyła władzę i nie realizuje obietnic, na pewno władzę straci.
Premier zapowiedział również, że w pierwszej połowie kadencji będzie chciał uchylić podatek Belki w części opodatkowującej oszczędności. W końcu kadencji - mówił - rząd będzie chciał zlikwidować ten podatek w części dotyczącej transakcji giełdowych.
Obecnie 19-procentowy tzw. podatek Belki płacimy od zysków z funduszy inwestycyjnych, giełdy, odsetek od lokat bankowych i oprocentowanych kont.
Tusk argumentował, że chce najpierw uchylić podatek Belki w części dotyczącej oszczędności, bo obciąża on niezamożnych Polaków. Podkreślał, że rząd jest odpowiedzialny za "harmonijne", ale i "odpowiedzialne" znoszenie i obniżanie podatków.
piątek, 15 lutego 2008
Jeden z żołnierzy z Nangar Khel był już skazany
Tomasz B. - jeden z żołnierzy podejrzanych w sprawie ostrzelania afgańskiej wioski Nangar Khel - był wcześniej karany za pobicie i poniżanie żołnierza - powiedział rzecznik prokuratury wojskowej w Poznaniu Karol Frankowski.
Jak zaznaczył, fakt ten nie ma żadnego wpływu na toczące się postępowanie, może mieć natomiast wpływ na ostateczny wymiar kary w sprawie ostrzelania wioski. Frankowski dodał, że pozostali żołnierze aresztowani w sprawie Nangar Khel nie byli karani.
Według informacji TVN24, Tomasz B. znęcał się w 2005 roku nad innym żołnierzem. Sąd wojskowy ukarał go za pobicie, poniżanie i ubliżanie koledze na sześć miesięcy ograniczenia wolności.
W sprawie ostrzelania Nangar Khel podejrzani są żołnierze z 18. bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego - kpt. Olgierd C., ppor. Łukasz B., chor. Andrzej O., plut. Tomasz B. oraz starsi szeregowi Damian L., Robert B. i Jacek J.
Sześciu z nich prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, siódmemu - ataku na niebroniony obiekt cywilny.
Do ostrzału doszło 16 sierpnia ub. roku. Na miejscu zginęło kilkoro cywili, wśród nich kobiety i dzieci.
Jak zaznaczył, fakt ten nie ma żadnego wpływu na toczące się postępowanie, może mieć natomiast wpływ na ostateczny wymiar kary w sprawie ostrzelania wioski. Frankowski dodał, że pozostali żołnierze aresztowani w sprawie Nangar Khel nie byli karani.
Według informacji TVN24, Tomasz B. znęcał się w 2005 roku nad innym żołnierzem. Sąd wojskowy ukarał go za pobicie, poniżanie i ubliżanie koledze na sześć miesięcy ograniczenia wolności.
W sprawie ostrzelania Nangar Khel podejrzani są żołnierze z 18. bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego - kpt. Olgierd C., ppor. Łukasz B., chor. Andrzej O., plut. Tomasz B. oraz starsi szeregowi Damian L., Robert B. i Jacek J.
Sześciu z nich prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, siódmemu - ataku na niebroniony obiekt cywilny.
Do ostrzału doszło 16 sierpnia ub. roku. Na miejscu zginęło kilkoro cywili, wśród nich kobiety i dzieci.
"Bezkarność prezydenta wkrótce się skończy"
Przygotowujemy się do przeprowadzenia w Olsztynie referendum w sprawie odwołania prezydenta Czesława Małkowskiego. Najpierw trzeba zrobić wszystko, by wysłać go na urlop - mówi "Rzeczpospolitej" poseł PO z Warmii i Mazur Krzysztof Lisek.
W środę TVN24 ujawniła nagranie rozmowy, w której prezydent Olsztyna miał w wulgarny sposób przekonywać jedną z urzędniczek do seksu. - To nie mój głos - oświadczył w czwartek Małkowski, informując, że nie ma telefonu komórkowego. Podobne nagranie posiada "Rz". Według dziennika, Małkowski rozmawia z urzędniczką, dzwoniąc do niej z telefonu stacjonarnego.
Jedna z poszkodowanych kobiet, przesłuchana już przez prokuraturę, apeluje: "Kobiety nie bójcie się mówić o tym, co was spotkało. Bezkarność prezydenta wkrótce się skończy".
W środę TVN24 ujawniła nagranie rozmowy, w której prezydent Olsztyna miał w wulgarny sposób przekonywać jedną z urzędniczek do seksu. - To nie mój głos - oświadczył w czwartek Małkowski, informując, że nie ma telefonu komórkowego. Podobne nagranie posiada "Rz". Według dziennika, Małkowski rozmawia z urzędniczką, dzwoniąc do niej z telefonu stacjonarnego.
Jedna z poszkodowanych kobiet, przesłuchana już przez prokuraturę, apeluje: "Kobiety nie bójcie się mówić o tym, co was spotkało. Bezkarność prezydenta wkrótce się skończy".
Prawie połowa Polaków chce głosować na PO
Już tylko dwa procent brakuje Platformie Obywatelskiej, aby znowu chciał na nią głosować co drugi Polak. To wzrost o pięć procent w porównaniu z sondażem "Rzeczpospolitej" sprzed dwóch tygodni.
- Powrót do rekordowej popularności PO to wynik tego, że z czołówek gazet znikły blokady granic i protesty w służbie zdrowia. Dobrze przyjęta przez społeczeństwo została także wizyta Donalda Tuska w Moskwie - ocenia politolog z UJ Jarosław Flis. - Nie bez znaczenia jest też kilka znaczących wpadek w obozie PiS i otoczeniu prezydenta, które działają na korzyść Platformy - dodaje.
Poparcie dla PiS jednak w ostatnich tygodniach nieznacznie wzrosło (o 1 proc.). Na partię Jarosława Kaczyńskiego chce teraz głosować 26 proc. ankietowanych.
Na koalicję LiD zagłosowałoby 6 proc. wyborców. Z takim poparciem lewica nie weszłaby do Sejmu, bo próg dla koalicji wynosi 8 proc. Do Sejmu weszłoby za to PSL. Na ludowców chciałby głosować co 20. wyborca (5 proc.).
Sondaż dla "Rzeczpospolitej" zrealizowała GfK Polonia od 8 do 10 lutego na 986-osobowej próbie dorosłych Polaków.
- Powrót do rekordowej popularności PO to wynik tego, że z czołówek gazet znikły blokady granic i protesty w służbie zdrowia. Dobrze przyjęta przez społeczeństwo została także wizyta Donalda Tuska w Moskwie - ocenia politolog z UJ Jarosław Flis. - Nie bez znaczenia jest też kilka znaczących wpadek w obozie PiS i otoczeniu prezydenta, które działają na korzyść Platformy - dodaje.
Poparcie dla PiS jednak w ostatnich tygodniach nieznacznie wzrosło (o 1 proc.). Na partię Jarosława Kaczyńskiego chce teraz głosować 26 proc. ankietowanych.
Na koalicję LiD zagłosowałoby 6 proc. wyborców. Z takim poparciem lewica nie weszłaby do Sejmu, bo próg dla koalicji wynosi 8 proc. Do Sejmu weszłoby za to PSL. Na ludowców chciałby głosować co 20. wyborca (5 proc.).
Sondaż dla "Rzeczpospolitej" zrealizowała GfK Polonia od 8 do 10 lutego na 986-osobowej próbie dorosłych Polaków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)