Otylia Jędrzejczak zdobyła brązowy medal pływackich mistrzostw Europy na krótkim basenie w Debreczynie na 100 metrów stylem motylkowym.
Polka uzyskała czas 58,40. Wygrała Holenderka Inge Dekker - 56,82.
Z kolei Paweł Korzeniowski zdobył brązowy medal na 200 metrów stylem dowolnym. Polak uzyskał czas 1.44,05. Wygrał Włoch Filippo Magnini - 1.43,50
Łukasz Gąsior zajął ósme miejsce - 1.46,81.
Rekord Polski w wyścigu na 50 metrów stylem dowolnym wynikiem 24,52 ustanowiła Agata Korc. Polka zajęła szóste miejsce w finale, a wygrała Holenderka Marlen Veldhuis - 23,77. To drugi rekord Korc na tym dystansie. We wcześniejszym półfinale uzyskała czas 24,65.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 16 grudnia 2007
"Ebi" strzelił, ale Racing poległ
Euzebiusz Smolarek zdobył swojego drugiego gola na boiskach hiszpańskiej Primera Division.
"Ebi" trafił do siatki w 62. minucie wyjazdowego meczu Racingu Santander z Murcią. Ekipa z Kantabrii przegrała 1:2, ale zachowała wysoką szóstą pozycję w tabeli.
Na Nueva Condomina napastnik reprezentacji Polski gra od pierwszych minut spotkania. Gospodarze objęli prowadzenie w 56. minucie, gdy na listę strzelców wpisał się Senegalczyk Henok Goitom. Siedem minut przed końcem drugiego gola dla Murcii zdobył Fernando Baiano. Brazylijczyk pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany po przewinieniu Moratona.
"Ebi" trafił do siatki w 62. minucie wyjazdowego meczu Racingu Santander z Murcią. Ekipa z Kantabrii przegrała 1:2, ale zachowała wysoką szóstą pozycję w tabeli.
Na Nueva Condomina napastnik reprezentacji Polski gra od pierwszych minut spotkania. Gospodarze objęli prowadzenie w 56. minucie, gdy na listę strzelców wpisał się Senegalczyk Henok Goitom. Siedem minut przed końcem drugiego gola dla Murcii zdobył Fernando Baiano. Brazylijczyk pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany po przewinieniu Moratona.
sobota, 15 grudnia 2007
Zazdroszczą polskim pływakom
Duże poruszenie wśród ekip rywalizujących na pływackich mistrzostwach Europy na krótkim basenie w Debreczynie wywołał fakt stosowania przez polskich zawodników tlenu.
Kilka z nich zgłosiło nawet tę sprawę przedstawicielom LEN, choć nie wystosowano oficjalnego protestu.
"Nie robimy nic niedozwolonego. Wszyscy, którzy taki protest chcieliby złożyć zdają sobie sprawę, że jest on całkowicie bezpodstawny. Zawodnicy nadal będą więc stosować tlen. Jest to element wspomagania pływaków" - wyjaśnił trener reprezentacji Paweł Słomiński.
"Nie jest to zabronione, ale w WADA trwają ożywione dyskusje, czy nie zakazać stosowania tlenu. Chodzi jednak raczej o namioty tlenowe, w których w czasie dużych zawodów śpią na przykład najlepsi Amerykanie, w tym Michael Phelps. To co my robimy jest namiastką tego, co oni robią. Dla pewności w piątek sprawdziliśmy jeszcze raz przepisy i sprowadziliśmy certyfikaty jakości - nie ma więc żadnych obaw" - dodał.
Trener wyjaśnił, że zawodnicy korzystają z tlenu przed i po starcie, a także wieczorem.
"Inne federacje są zazdrosne - pływamy szybko i rzucamy się w oczy. Na mistrzostwach świata w Melbourne było podobnie - wtedy burzyli się Francuzi. Nie przejmujemy się tym. Być może oni chcieliby zabronić takiego wspomagania i każdy moment wykorzystują, żeby w jakiś sposób kogoś zdenerwować. Powiedziałem moim podopiecznym, że nie mają się czym przejmować - niech się denerwują ci, co nas widzą. To element wywierania presji na przeciwnika" - powiedział Słomiński.
Kilka z nich zgłosiło nawet tę sprawę przedstawicielom LEN, choć nie wystosowano oficjalnego protestu.
"Nie robimy nic niedozwolonego. Wszyscy, którzy taki protest chcieliby złożyć zdają sobie sprawę, że jest on całkowicie bezpodstawny. Zawodnicy nadal będą więc stosować tlen. Jest to element wspomagania pływaków" - wyjaśnił trener reprezentacji Paweł Słomiński.
"Nie jest to zabronione, ale w WADA trwają ożywione dyskusje, czy nie zakazać stosowania tlenu. Chodzi jednak raczej o namioty tlenowe, w których w czasie dużych zawodów śpią na przykład najlepsi Amerykanie, w tym Michael Phelps. To co my robimy jest namiastką tego, co oni robią. Dla pewności w piątek sprawdziliśmy jeszcze raz przepisy i sprowadziliśmy certyfikaty jakości - nie ma więc żadnych obaw" - dodał.
Trener wyjaśnił, że zawodnicy korzystają z tlenu przed i po starcie, a także wieczorem.
"Inne federacje są zazdrosne - pływamy szybko i rzucamy się w oczy. Na mistrzostwach świata w Melbourne było podobnie - wtedy burzyli się Francuzi. Nie przejmujemy się tym. Być może oni chcieliby zabronić takiego wspomagania i każdy moment wykorzystują, żeby w jakiś sposób kogoś zdenerwować. Powiedziałem moim podopiecznym, że nie mają się czym przejmować - niech się denerwują ci, co nas widzą. To element wywierania presji na przeciwnika" - powiedział Słomiński.
"Nie zawiodłem się na Kuszczaku"
"Kuszczak spisał się bardzo dobrze. Obronił kilka groźnych strzałów" - ocenił w wywiadzie dla "Dziennika" występ polskiego bramkarza w meczu z AS Roma menedżer Manchesteru United Alex Ferguson.
"Tomasz jest z nami od ponad roku, powoli zgrywa się z zawodnikami z pierwszego składu. To jest potwierdzeniem, że się przykłada" - dodał szkoleniowiec, który od 21 lat prowadzi zespół "Czerwonych Diabłów".
Spotkanie z Romą nie decydowało o awansie do kolejnej fazy rozgrywek Ligi Mistrzów. Ferguson przyznał, że wahałby się postawić na Polaka, gdyby od tego meczu zależał awans ManU.
"Być może bym się bał. Napięcie robi swoje. Kuszczak jest jeszcze niedoświadczony. Zagrał, bo nie ciążyła na nim wielka odpowiedzialność za zdobycie punktów. Wymagałem od niego tylko dobrej gry. Nie zawiodłem się na nim" - podkreślił Szkot.
Piłkarze Romy pałali żądzą rewanżu za dotkliwą porażkę 1:7 na Old Trafford. "My jesteśmy Manchester United. Nieważne, czy gramy zawodnikami z pierwszej jedenastki, czy z głębokich rezerw, czy to mecz o awans, czy mecz o nic. Zawsze gramy o zwycięstwo i nikogo nigdy się nie boimy" - stwierdził Ferguson, który umiejętnie wprowadza do pierwszego zespołu młodych zawodników.
"Naszą specjalnością stało się podkupywanie młodych talentów, którzy łatwo się u nas aklimatyzują i nabierają doświadczenia tak szybko, że już po kilku miesiącach mogą grać na poziomie wielkiego Manchesteru United. Przed tym sezonem zaangażowaliśmy młodziutkich Naniego i Andersona. Grają świetnie, w przyszłości będziemy mieli z nich wielką pociechę" - mówił Ferguson.
"Tomasz jest z nami od ponad roku, powoli zgrywa się z zawodnikami z pierwszego składu. To jest potwierdzeniem, że się przykłada" - dodał szkoleniowiec, który od 21 lat prowadzi zespół "Czerwonych Diabłów".
Spotkanie z Romą nie decydowało o awansie do kolejnej fazy rozgrywek Ligi Mistrzów. Ferguson przyznał, że wahałby się postawić na Polaka, gdyby od tego meczu zależał awans ManU.
"Być może bym się bał. Napięcie robi swoje. Kuszczak jest jeszcze niedoświadczony. Zagrał, bo nie ciążyła na nim wielka odpowiedzialność za zdobycie punktów. Wymagałem od niego tylko dobrej gry. Nie zawiodłem się na nim" - podkreślił Szkot.
Piłkarze Romy pałali żądzą rewanżu za dotkliwą porażkę 1:7 na Old Trafford. "My jesteśmy Manchester United. Nieważne, czy gramy zawodnikami z pierwszej jedenastki, czy z głębokich rezerw, czy to mecz o awans, czy mecz o nic. Zawsze gramy o zwycięstwo i nikogo nigdy się nie boimy" - stwierdził Ferguson, który umiejętnie wprowadza do pierwszego zespołu młodych zawodników.
"Naszą specjalnością stało się podkupywanie młodych talentów, którzy łatwo się u nas aklimatyzują i nabierają doświadczenia tak szybko, że już po kilku miesiącach mogą grać na poziomie wielkiego Manchesteru United. Przed tym sezonem zaangażowaliśmy młodziutkich Naniego i Andersona. Grają świetnie, w przyszłości będziemy mieli z nich wielką pociechę" - mówił Ferguson.
TVP nie pokaże ekstraklasy
W piątek minął termin składania ofert na prawa telewizyjne do pokazywania piłkarskiej ekstraklasy. Jak poinformował "Przegląd Sportowy", TVP zrezygnowała z ubiegania się o główny pakiet, który umożliwia transmitowanie wszystkich meczów na żywo.
TVP zrezygnowała także z pakietu, który gwarantował pokazywanie 4. meczów ekstraklasy w sezonie. Wszystko wskazuje na to, że telewizja publiczna będzie się starać jedynie o pozyskanie praw do pokazywania bramek w programach informacyjnych.
"Prawo do pokazywani 4. meczów w sezonie tylko pozornie była to dla nas atrakcyjne. Nie chcieliśmy kupować kota w worku. Przecież chodzi o mecze przyporządkowane do konkretnych kolejek i w rzeczywistości może się okazać, że akurat te spotkania nie są aż tak atrakcyjne" - tłumaczył szef sportu w TVP Robert Korzeniowski, który zapewnia, że telewizja publiczna powalczy o inny pakiet. "Powiem tylko tyle, że cieszę się, iż przetarg umożliwia ubieganie się o prawo do pokazywania ligowych bramek w programach informacyjnych. Dołożę wszelkich starań, by w TVP można było oglądać ligę w jakiekolwiek formie" - dodał Korzeniowski.
Według "PS", na placu boju o główny pakiet pozostały Canal Plus i Polsat. Z ubiegania się o pokazywanie wszystkich spotkań ekstraklasy zrezygnował koncern Ruperta Murdocha do którego należy TV Puls. Stacja TVN jest natomiast zainteresowana magazynem ligowym.
Głównym faworytem jest Canal Plus dla którego prawa do pokazywania ligi to priorytet. Nieoficjalnie mówi się, że C+ zaproponował 160 milionów złotych za sezon.
TVP zrezygnowała także z pakietu, który gwarantował pokazywanie 4. meczów ekstraklasy w sezonie. Wszystko wskazuje na to, że telewizja publiczna będzie się starać jedynie o pozyskanie praw do pokazywania bramek w programach informacyjnych.
"Prawo do pokazywani 4. meczów w sezonie tylko pozornie była to dla nas atrakcyjne. Nie chcieliśmy kupować kota w worku. Przecież chodzi o mecze przyporządkowane do konkretnych kolejek i w rzeczywistości może się okazać, że akurat te spotkania nie są aż tak atrakcyjne" - tłumaczył szef sportu w TVP Robert Korzeniowski, który zapewnia, że telewizja publiczna powalczy o inny pakiet. "Powiem tylko tyle, że cieszę się, iż przetarg umożliwia ubieganie się o prawo do pokazywania ligowych bramek w programach informacyjnych. Dołożę wszelkich starań, by w TVP można było oglądać ligę w jakiekolwiek formie" - dodał Korzeniowski.
Według "PS", na placu boju o główny pakiet pozostały Canal Plus i Polsat. Z ubiegania się o pokazywanie wszystkich spotkań ekstraklasy zrezygnował koncern Ruperta Murdocha do którego należy TV Puls. Stacja TVN jest natomiast zainteresowana magazynem ligowym.
Głównym faworytem jest Canal Plus dla którego prawa do pokazywania ligi to priorytet. Nieoficjalnie mówi się, że C+ zaproponował 160 milionów złotych za sezon.
poniedziałek, 3 grudnia 2007
Leo czuje się już Polakiem!
- Losowanie było bardzo dobre. Gdybym był Polakiem, to bym się z niego cieszył. Muszę się zastanowić, bo może jednak ja już jestem Polakiem - powiedział w Lucernie selekcjoner Orłów Leo Beenhakker, cytowany przez "Przegląd Sportowy".
Beenhakker nie przejął się tym, że w pierwszym meczu podczas Euro 2008 jego chłopcy od razu zostaną rzuceni na głęboką wodę i będą musieli zmierzyć się z Niemcami. - Ten mecz to nasze wielkie wyzwanie - podkreślał Leo. - Niemcy to świetny zespół, ale dzisiaj w futbolu na szczeblu reprezentacji nie ma łatwych zwycięstw. Ani dla nas, ani dla żadnej innej drużyny. W naszej grupie wszystko może się zdarzyć.
Beenhakker zgadza się, że "papierowym" faworytem grupy są Niemcy. - Drugie miejsce? "Chorwacja!" Ktoś mógłby pochopnie tak powiedzieć, tylko że my nie gramy papierze. Gramy na trawie - zwraca uwagę Holender.
Przed losowaniem Leo zjadł kolację w towarzystwie swych rodaków, a zarazem kolegów po fachu: Guusa Hiddinka i Marco van Bastena. Gdy zapytali naszego selekcjonera, na kogo chciałby trafić, ten wypalił: "Holandia, Włochy, Niemcy!". - W końcu po to jedzie się na mistrzostwa Europy, żeby zmierzyć się z wielkimi wyzwaniami! - uzasadnił.
Leo nie zamierza się pocieszać tym, że skoro w eliminacjach poradziliśmy sobie z Serbami, to teraz doświadczenie z tej rywalizacji może zaprocentować w starciu z Chorwatami, którzy prezentują podobny styl. Beenhakker uważa, że Chorwaci są zdecydowanie lepsi od Serbów. - Mają wspaniałe indywidualności i tworzą lepszy zespół - podkreśla.
Beenhakker nie przejął się tym, że w pierwszym meczu podczas Euro 2008 jego chłopcy od razu zostaną rzuceni na głęboką wodę i będą musieli zmierzyć się z Niemcami. - Ten mecz to nasze wielkie wyzwanie - podkreślał Leo. - Niemcy to świetny zespół, ale dzisiaj w futbolu na szczeblu reprezentacji nie ma łatwych zwycięstw. Ani dla nas, ani dla żadnej innej drużyny. W naszej grupie wszystko może się zdarzyć.
Beenhakker zgadza się, że "papierowym" faworytem grupy są Niemcy. - Drugie miejsce? "Chorwacja!" Ktoś mógłby pochopnie tak powiedzieć, tylko że my nie gramy papierze. Gramy na trawie - zwraca uwagę Holender.
Przed losowaniem Leo zjadł kolację w towarzystwie swych rodaków, a zarazem kolegów po fachu: Guusa Hiddinka i Marco van Bastena. Gdy zapytali naszego selekcjonera, na kogo chciałby trafić, ten wypalił: "Holandia, Włochy, Niemcy!". - W końcu po to jedzie się na mistrzostwa Europy, żeby zmierzyć się z wielkimi wyzwaniami! - uzasadnił.
Leo nie zamierza się pocieszać tym, że skoro w eliminacjach poradziliśmy sobie z Serbami, to teraz doświadczenie z tej rywalizacji może zaprocentować w starciu z Chorwatami, którzy prezentują podobny styl. Beenhakker uważa, że Chorwaci są zdecydowanie lepsi od Serbów. - Mają wspaniałe indywidualności i tworzą lepszy zespół - podkreśla.
Gwiazdor Chelsea oślepiony laserem
Brytyjska policja wszczęła śledztwo, które ma na celu wykrycie sprawcy oślepienia laserem piłkarza Chelsea Londyn Didiera Drogby podczas sobotniego meczu ligowego na stadionie lokalnego rywala - West Ham United.
W zidentyfikowaniu sprawcy lub sprawców incydentu ma pomóc analiza zapisu z kamer systemu bezpieczeństwa. Drogba skarżył się po meczu, że zielone światło lasera oślepiło go.
"To był głupi kibic. Reszta fanów West Ham była wspaniała" - powiedział reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej.
Chelsea pokonała West Ham 1:0 i zachowała drugie miejsce w tabeli Premier League, tracąc do lidera - Arsenalu pięć punktów.
W zidentyfikowaniu sprawcy lub sprawców incydentu ma pomóc analiza zapisu z kamer systemu bezpieczeństwa. Drogba skarżył się po meczu, że zielone światło lasera oślepiło go.
"To był głupi kibic. Reszta fanów West Ham była wspaniała" - powiedział reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej.
Chelsea pokonała West Ham 1:0 i zachowała drugie miejsce w tabeli Premier League, tracąc do lidera - Arsenalu pięć punktów.
piątek, 30 listopada 2007
Sekretny cel Adama Małysza
W piątek konkursem drużynowym w Kuusamo rozpoczyna się sezon 2007/08 w skokach narciarskich. "Kryształowej Kuli" za zdobycie Pucharu Świata broni Adam Małysz.
"Podchodzę do inauguracji ze spokojem. Wydaje mi się, że jestem dobrze przygotowany" - powiedział mistrz z Wisły,cytowany przez "Dziennik".
"Mam kilka celów w tym sezonie: Turniej Czterech Skoczni, mistrzostwa świata w lotach, klasyfikacja generalna Pucharu Świata, ale najważniejszego nikomu nie zdradzę. Powiem po sezonie niezależnie od tego, czy uda się go zrealizować, czy nie. W tym momencie nie chcę nic deklarować. Znów potem we wszystkich gazetach i wiadomościach odtrąbią, że obiecałem to czy tamto. Ja tego nie lubię. Wolę po cichu dążyć do swojego" - dodał.
Kto będzie głównym rywalem polskiego skoczka? "Jest ich bardzo dużo, nie mogę w tym momencie wymienić jednego czy dwóch zawodników. Są Austriacy Gregor Schlierenzauer, Thomas Morgenstern i Andreas Kofler. Są Norwegowie z Andersem Jacobsenem, Roarem Ljoekelsoeyem i resztą spółki. Są Janne Ahonnen i Matti Hautamaeki z Finlandii. Groźni będą Szwajcarzy Simon Ammann i Andreas Kuettel. Słyszałem, że Czesi i Rosjanie bardzo dobrze skaczą. Może pojawi się jeszcze jakiś młody wilczek, który wyskoczy dopiero w trakcie sezonu? A zapomniałem jeszcze o naszym Kamilu Stochu, który prezentuje się coraz lepiej" - powiedział Małysz.
Gdyby naszemu skoczkowi udało się po raz piąty wywalczyć Puchar Świata po raz kolejny przeszedłby do historii tej dyscypliny, bo nikomu jeszcze taka sztuka się nie udała. "Nie myślę o tym. Jest to jeden z celów. Zdobycie "Kryształowej Kuli" po raz piąty byłoby czymś wspaniałym. Ale będzie to niezwykle trudne zadanie. Wygrać cztery razy to już jest ciężko, a po raz kolejny?" - stwierdził Małysz.
"Podchodzę do inauguracji ze spokojem. Wydaje mi się, że jestem dobrze przygotowany" - powiedział mistrz z Wisły,cytowany przez "Dziennik".
"Mam kilka celów w tym sezonie: Turniej Czterech Skoczni, mistrzostwa świata w lotach, klasyfikacja generalna Pucharu Świata, ale najważniejszego nikomu nie zdradzę. Powiem po sezonie niezależnie od tego, czy uda się go zrealizować, czy nie. W tym momencie nie chcę nic deklarować. Znów potem we wszystkich gazetach i wiadomościach odtrąbią, że obiecałem to czy tamto. Ja tego nie lubię. Wolę po cichu dążyć do swojego" - dodał.
Kto będzie głównym rywalem polskiego skoczka? "Jest ich bardzo dużo, nie mogę w tym momencie wymienić jednego czy dwóch zawodników. Są Austriacy Gregor Schlierenzauer, Thomas Morgenstern i Andreas Kofler. Są Norwegowie z Andersem Jacobsenem, Roarem Ljoekelsoeyem i resztą spółki. Są Janne Ahonnen i Matti Hautamaeki z Finlandii. Groźni będą Szwajcarzy Simon Ammann i Andreas Kuettel. Słyszałem, że Czesi i Rosjanie bardzo dobrze skaczą. Może pojawi się jeszcze jakiś młody wilczek, który wyskoczy dopiero w trakcie sezonu? A zapomniałem jeszcze o naszym Kamilu Stochu, który prezentuje się coraz lepiej" - powiedział Małysz.
Gdyby naszemu skoczkowi udało się po raz piąty wywalczyć Puchar Świata po raz kolejny przeszedłby do historii tej dyscypliny, bo nikomu jeszcze taka sztuka się nie udała. "Nie myślę o tym. Jest to jeden z celów. Zdobycie "Kryształowej Kuli" po raz piąty byłoby czymś wspaniałym. Ale będzie to niezwykle trudne zadanie. Wygrać cztery razy to już jest ciężko, a po raz kolejny?" - stwierdził Małysz.
Piłkarz Roku: Została trójka
Brazylijczyk Kaka, Argentyńczyk Lionel Messi i Portugalczyk Cristiano Ronaldo to trzej kandydaci to nagrody FIFA dla najlepszego piłkarza kończącego się roku (World Player of the Year).
Nazwisko zwycięzcy zostanie ogłoszone podczas gali FIFA, która odbędzie się 17 grudnia w Zurychu. Podstawą do przyznania nagród jest głosowanie z udziałem trenerów i kapitanów wszystkich drużyn narodowych.
Trójka finalistów została wyłoniona z grona 30 kandydatów, których nazwiska światowa federacja ogłosiła w październiku.
Kaka w 2007 roku z Milanem triumfował w Lidze Mistrzów i z dziesięcioma golami był najlepszym strzelcem tych rozgrywek. Messi czarował swoją grą w barwach Barcelony i reprezentacji Argentyny, z którą dotarł do finału Copa America, a Portugalczyk Cristiano Ronaldo miał spory udział w wywalczeniu pierwszego od czterech lat tytułu mistrza Anglii przez Manchester United.
Przed rokiem laureatem nagrody FIFA został kapitan triumfującej w mistrzostwach świata reprezentacji Włoch Fabio Cannavaro.
Finałową trójkę wśród kobiet tworzą trzykrotna laureatka Niemka Birgit Prinz oraz Brazylijki Marta i Christiane.
Nazwisko zwycięzcy zostanie ogłoszone podczas gali FIFA, która odbędzie się 17 grudnia w Zurychu. Podstawą do przyznania nagród jest głosowanie z udziałem trenerów i kapitanów wszystkich drużyn narodowych.
Trójka finalistów została wyłoniona z grona 30 kandydatów, których nazwiska światowa federacja ogłosiła w październiku.
Kaka w 2007 roku z Milanem triumfował w Lidze Mistrzów i z dziesięcioma golami był najlepszym strzelcem tych rozgrywek. Messi czarował swoją grą w barwach Barcelony i reprezentacji Argentyny, z którą dotarł do finału Copa America, a Portugalczyk Cristiano Ronaldo miał spory udział w wywalczeniu pierwszego od czterech lat tytułu mistrza Anglii przez Manchester United.
Przed rokiem laureatem nagrody FIFA został kapitan triumfującej w mistrzostwach świata reprezentacji Włoch Fabio Cannavaro.
Finałową trójkę wśród kobiet tworzą trzykrotna laureatka Niemka Birgit Prinz oraz Brazylijki Marta i Christiane.
niedziela, 25 listopada 2007
MŚ 2010: Najdroższy bilet za 600 euro
600 euro ma kosztować najdroższy bilet na finał piłkarskich mistrzostw świata w 2010 roku, które rozegraną zostaną w Republice Południowej Afryki. Do sprzedaży przygotowano trzy miliony kart wstępu.
Komitet organizacyjny imprezy (SALOC) przygotował na 64 mecze około 3 mln biletów, podzielonych na cztery kategorie cenowe. Zagraniczni kibice mogą stać się posiadaczami kart wstępu na mecze eliminacyjne już od 50 euro. Najtańszy bilet na mecz finałowy, który rozegrany zostanie 11 lipca 2010 roku w Johannesburgu, kosztuje 270 euro, najdroższy 600 euro.
Ceny biletów z najtańszej, czwartej kategorii, przewidziane dla mieszkańców RPA, kształtują się między 13 a 100 euro. Dla porównania najtańszy bilet w czasie MŚ 2006 w Niemczech kosztował 35 euro. Kibice południowoafrykańscy, chcący obejrzeć towarzyski mecz międzynarodowy w swoim kraju, muszą liczyć się z wydatkiem w wysokości od 3 do 50 euro.
Międzynarodowa Federacja Piłkarska przekazała 120 tysięcy darmowych biletów dla organizatora piłkarskich mistrzostw świata w 2010 roku - Republiki Południowej Afryki. Karty wstępu na spotkania pierwszej rundy, oprócz inauguracyjnego turniej mistrzowski, otrzymają najbiedniejsi mieszkańcy RPA, których nie stać byłoby na oglądanie na żywo zmagań w MŚ-2010.
- Będziemy starać się, aby bilety te nie trafiły na "czarny rynek" - powiedział dyrektor Danny Jordan z komitetu organizacyjnego mistrzostw.
Gospodarze przewidują, że do RPA przyjedzie 450 tysięcy turystów. Będzie ich zapewne więcej, jeśli awans zdobędą piłkarze Anglii. Jak na razie prawie 100 tysięcy kibiców angielskich wyraziło chęć uczestniczenia w finałach MŚ.
Johannesburg stanie się w 2010 roku piłkarską stolicą świata. Tam właśnie rozegranych zostanie 15 z 64 spotkań. Kapsztad i Port Elizabeth po osiem razy gościć będą futbolistów, siedem spotkań rozegranych zostanie w Durbanie, natomiast po sześć w Rustenburgu, Bloemfontain i Pretorii, a w po cztery w Polokwane i Nelspruit.
Komitet organizacyjny imprezy (SALOC) przygotował na 64 mecze około 3 mln biletów, podzielonych na cztery kategorie cenowe. Zagraniczni kibice mogą stać się posiadaczami kart wstępu na mecze eliminacyjne już od 50 euro. Najtańszy bilet na mecz finałowy, który rozegrany zostanie 11 lipca 2010 roku w Johannesburgu, kosztuje 270 euro, najdroższy 600 euro.
Ceny biletów z najtańszej, czwartej kategorii, przewidziane dla mieszkańców RPA, kształtują się między 13 a 100 euro. Dla porównania najtańszy bilet w czasie MŚ 2006 w Niemczech kosztował 35 euro. Kibice południowoafrykańscy, chcący obejrzeć towarzyski mecz międzynarodowy w swoim kraju, muszą liczyć się z wydatkiem w wysokości od 3 do 50 euro.
Międzynarodowa Federacja Piłkarska przekazała 120 tysięcy darmowych biletów dla organizatora piłkarskich mistrzostw świata w 2010 roku - Republiki Południowej Afryki. Karty wstępu na spotkania pierwszej rundy, oprócz inauguracyjnego turniej mistrzowski, otrzymają najbiedniejsi mieszkańcy RPA, których nie stać byłoby na oglądanie na żywo zmagań w MŚ-2010.
- Będziemy starać się, aby bilety te nie trafiły na "czarny rynek" - powiedział dyrektor Danny Jordan z komitetu organizacyjnego mistrzostw.
Gospodarze przewidują, że do RPA przyjedzie 450 tysięcy turystów. Będzie ich zapewne więcej, jeśli awans zdobędą piłkarze Anglii. Jak na razie prawie 100 tysięcy kibiców angielskich wyraziło chęć uczestniczenia w finałach MŚ.
Johannesburg stanie się w 2010 roku piłkarską stolicą świata. Tam właśnie rozegranych zostanie 15 z 64 spotkań. Kapsztad i Port Elizabeth po osiem razy gościć będą futbolistów, siedem spotkań rozegranych zostanie w Durbanie, natomiast po sześć w Rustenburgu, Bloemfontain i Pretorii, a w po cztery w Polokwane i Nelspruit.
sobota, 24 listopada 2007
Mistrz gromi w twierdzy Kielce!
Piłkarze Kolportera Korony Kielce zostali rozgromieni 1:4 przez KGHM Zagłębie Lubin w sobotnim meczu 15. kolejki Orange Ekstraklasy. Przełomowym momentem był drugi gol dla Zagłębia zdobyty w 47. minucie przez Macieja Iwańskiego.
A zapowiadało się nie tylko przed meczem, ale nawet w pierwszych jego minutach, że sytuacja potoczy się zupełnie inaczej. Kielczanie od początku ruszyli mocno na bramkę gości i już w 13. minucie przyniosło to efekt. Paweł Sasin obsłużył w polu karnym Ediego, który bez większych problemów pokonał bramkarza Zagłębia. W tym momencie wydawało się, że kolejne bramki dla Korony będą już kwestią czasu.
I bramki padały, ale dla przyjezdnych. Podopieczni Rafała Ulatowskiego nie zmartwili się straconym golem i dążyli do wyrównania wyniku. W 34. minucie lubinianie wyprowadzili świetną kontrę, którą skutecznym uderzeniem zakończył Szymon Pawłowski.
Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem remisowym, a zespoły toczyły wyrównane widowisko. W drugiej już się nieco to zmieniło, a to za sprawą Macieja Iwańskiego. Tuż po wznowieniu gry przez sędziego, w 47. minucie pomocnik Zagłębia popisał się fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego, a Maciej Mielcarz piłkę odprowadził już tylko wzrokiem.
Tym razem to kielczanie ruszyli do odrabiania strat. Jacek Zieliński kosztem osłabienia formacji defensywnej, zmianami personalnymi wzmacniał siłę napędową. Wejście Jakuba Zabłockiego i Tomasza Nowaka jednak niewiele pomogło. Za to błąd w obronie po raz trzeci wykorzystali piłkarze Zagłębia. W 81. minucie sytuację sam na sam wykorzystał Dawid Plizga, wprowadzony dopiero co na boisko.
Zawodnicy Korony nie wytrzymywali napięcia, na murawie dochodziło do starć i przepychanek, w efekcie czego Hermes musiał opuścić plac gry. Lubinianie wykorzystali to osłabienie i zdobyli czwartego gola. Na listę strzelców w 88. minucie ponownie wpisał się Plizga.
A zapowiadało się nie tylko przed meczem, ale nawet w pierwszych jego minutach, że sytuacja potoczy się zupełnie inaczej. Kielczanie od początku ruszyli mocno na bramkę gości i już w 13. minucie przyniosło to efekt. Paweł Sasin obsłużył w polu karnym Ediego, który bez większych problemów pokonał bramkarza Zagłębia. W tym momencie wydawało się, że kolejne bramki dla Korony będą już kwestią czasu.
I bramki padały, ale dla przyjezdnych. Podopieczni Rafała Ulatowskiego nie zmartwili się straconym golem i dążyli do wyrównania wyniku. W 34. minucie lubinianie wyprowadzili świetną kontrę, którą skutecznym uderzeniem zakończył Szymon Pawłowski.
Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem remisowym, a zespoły toczyły wyrównane widowisko. W drugiej już się nieco to zmieniło, a to za sprawą Macieja Iwańskiego. Tuż po wznowieniu gry przez sędziego, w 47. minucie pomocnik Zagłębia popisał się fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego, a Maciej Mielcarz piłkę odprowadził już tylko wzrokiem.
Tym razem to kielczanie ruszyli do odrabiania strat. Jacek Zieliński kosztem osłabienia formacji defensywnej, zmianami personalnymi wzmacniał siłę napędową. Wejście Jakuba Zabłockiego i Tomasza Nowaka jednak niewiele pomogło. Za to błąd w obronie po raz trzeci wykorzystali piłkarze Zagłębia. W 81. minucie sytuację sam na sam wykorzystał Dawid Plizga, wprowadzony dopiero co na boisko.
Zawodnicy Korony nie wytrzymywali napięcia, na murawie dochodziło do starć i przepychanek, w efekcie czego Hermes musiał opuścić plac gry. Lubinianie wykorzystali to osłabienie i zdobyli czwartego gola. Na listę strzelców w 88. minucie ponownie wpisał się Plizga.
Gole Mięciela przyćmiły Wichniarka i spółkę
Marcin Mięciel strzelił dwa gole dla VfL Bochum w wygranym 3:0 meczu 14. kolejki Bundesligi z Arminią Bielefeld. Po słabym początku sezonu czwarty mecz z rzędu wygrali mistrzowie Niemiec - piłkarze VfB Stuttgart, którzy tym razem pokonali 4:1 Eintracht we Frankfurcie.
Mięciel trafiał do siatki zespołu Artura Wichniarka w 12. i 15. minucie (gole numer trzy i cztery w tym sezonie). Przy pierwszej bramce polskiego napastnika spory udział miał Tomasz Zdebel. Na 3:0 podwyższył w 55. minucie Christoph Dabrowski.
W Monachium Bayern pokonał VfL Wolfsburg 2:1. Gospodarze objęli prowadzenie w 35. minucie po strzale Miroslava Klosego. Gdy w 50. minucie na 2:0 podwyższył Franck Ribery, wydawało się, że emocje się skończyły, tymczasem w 71. minucie Ashkan Dejagah strzelił piękną bramkę dla VfL Wolfsburga.
Osiem minut przed końcem Luca Toni wpakował piłkę do siatki rywali, ale był na spalonym i arbiter nie uznał gola. W końcówce Bawarczycy ograniczali się do obrony, i to często rozpaczliwej, ale nie dali odebrać sobie zwycięstwa. Jacek Krzynówek grał w barwach gości do 76. minuty.
Bardzo zacięty mecz obejrzał komplet widzów na AWD-Arena, gdzie Hannover 96 przegrał 2:3 z Schalke.
Mięciel trafiał do siatki zespołu Artura Wichniarka w 12. i 15. minucie (gole numer trzy i cztery w tym sezonie). Przy pierwszej bramce polskiego napastnika spory udział miał Tomasz Zdebel. Na 3:0 podwyższył w 55. minucie Christoph Dabrowski.
W Monachium Bayern pokonał VfL Wolfsburg 2:1. Gospodarze objęli prowadzenie w 35. minucie po strzale Miroslava Klosego. Gdy w 50. minucie na 2:0 podwyższył Franck Ribery, wydawało się, że emocje się skończyły, tymczasem w 71. minucie Ashkan Dejagah strzelił piękną bramkę dla VfL Wolfsburga.
Osiem minut przed końcem Luca Toni wpakował piłkę do siatki rywali, ale był na spalonym i arbiter nie uznał gola. W końcówce Bawarczycy ograniczali się do obrony, i to często rozpaczliwej, ale nie dali odebrać sobie zwycięstwa. Jacek Krzynówek grał w barwach gości do 76. minuty.
Bardzo zacięty mecz obejrzał komplet widzów na AWD-Arena, gdzie Hannover 96 przegrał 2:3 z Schalke.
czwartek, 22 listopada 2007
Skoro Grecy wygrali ME, to i Polska może!
Obrońca Legii Warszawa i reprezentant kraju Jakub Wawrzyniak jest zdania, że Polskę stać na zwycięstwo w przyszłorocznych mistrzostwach Europy. - Jeżeli Grecja potrafiła zdobyć mistrzostwo Europy, to dlaczego Polska nie mogłaby tego dokonać? - zastanawia się.
W sukces i złoto piłkarzy wierzy Leo Beenhakker. - Trener mówiąc o naszych szansach na złoty medal na pewno nie żartował. Nie ma w tym nic śmiesznego. Myślę, że jest profesjonalistą pod każdym względem i będzie od nas wymagał największego wysiłku oraz walki o najwyższe cele. Tylko wtedy możemy osiągnąć sukcesy. Jeżeli Grecja potrafiła zdobyć mistrzostwo Europy, to dlaczego Polska nie mogłaby tego dokonać - mówi Wawrzyniak.
O tym jak pójdzie Polakom na mistrzostwach zadecyduje między innymi losowanie grup Euro 2008. Nasi kadrowicze, którzy w środowy wieczór zakończyli eliminację, nie myślą jeszcze o potencjalnych rywalach. - Nie rozmawialiśmy o tym. Nie mamy na losowanie żadnego wpływu i jakiekolwiek dyskusje nie mają sensu. Wiadomo, że chcielibyśmy mieć łatwiejszych przeciwników, ale na mistrzostwach Europy zagra 16 najlepszych drużyn Starego Kontynentu. Europa to najsilniejszy kontynent i jeśli chce się wygrywać, to trzeba umieć to robić ze wszystkimi - podkreśla.
W sukces i złoto piłkarzy wierzy Leo Beenhakker. - Trener mówiąc o naszych szansach na złoty medal na pewno nie żartował. Nie ma w tym nic śmiesznego. Myślę, że jest profesjonalistą pod każdym względem i będzie od nas wymagał największego wysiłku oraz walki o najwyższe cele. Tylko wtedy możemy osiągnąć sukcesy. Jeżeli Grecja potrafiła zdobyć mistrzostwo Europy, to dlaczego Polska nie mogłaby tego dokonać - mówi Wawrzyniak.
O tym jak pójdzie Polakom na mistrzostwach zadecyduje między innymi losowanie grup Euro 2008. Nasi kadrowicze, którzy w środowy wieczór zakończyli eliminację, nie myślą jeszcze o potencjalnych rywalach. - Nie rozmawialiśmy o tym. Nie mamy na losowanie żadnego wpływu i jakiekolwiek dyskusje nie mają sensu. Wiadomo, że chcielibyśmy mieć łatwiejszych przeciwników, ale na mistrzostwach Europy zagra 16 najlepszych drużyn Starego Kontynentu. Europa to najsilniejszy kontynent i jeśli chce się wygrywać, to trzeba umieć to robić ze wszystkimi - podkreśla.
"Chorwacja może wygrać Euro 2008"
Tysiące chorwackich kibiców przywitało na lotnisku w Zagrzebiu reprezentacje swojego kraju, która w środowy wieczór ograła na Wembley Anglię 3:2. Chorwaci wygrali grupę E wyprzedzając Rosję i Anglię.
- To było najpiękniejsze zwycięstwo Chorwacji, które zapamiętam do końca mojego życia. W reprezentacji jest cudowna atmosfera. Wierzę, że w Austrii i Szwajcarii możemy pokusić się o mistrzostwo Europy - podkreśla napastnik Eduardo da Silva.
- Jesteśmy małym krajem z wielkim duchem do walki - dodaje trener reprezentacji Chorwacji Slaven Bilić. Chorwacja z dorobkiem 29 punktów zajęła pierwsze miejsce w grupie E przed Rosją - 24 punkty, która wygrywając z Andorą 1:0 wyprzedziła Anglię o jeden punkt. Anglikom do awansu wystarczał remis.
- To było najpiękniejsze zwycięstwo Chorwacji, które zapamiętam do końca mojego życia. W reprezentacji jest cudowna atmosfera. Wierzę, że w Austrii i Szwajcarii możemy pokusić się o mistrzostwo Europy - podkreśla napastnik Eduardo da Silva.
- Jesteśmy małym krajem z wielkim duchem do walki - dodaje trener reprezentacji Chorwacji Slaven Bilić. Chorwacja z dorobkiem 29 punktów zajęła pierwsze miejsce w grupie E przed Rosją - 24 punkty, która wygrywając z Andorą 1:0 wyprzedziła Anglię o jeden punkt. Anglikom do awansu wystarczał remis.
wtorek, 20 listopada 2007
Kandydat na szefa komitetu organizacyjnego 2012?
O ewentualnym powołaniu Kazimierza Marcinkiewicz na stanowisko szefa komitetu organizacyjnego poinformował dziennik.pl. Minister sportu Mirosław Drzewiecki mówi RMF FM, że nie ma informacji na ten temat.
Przygotowania do mistrzostw będą znaczone powtarzającymi się kontrolami przeprowadzanymi przez UEFA. Komisja federacji zakończyła właśnie wizytację Gdańska. Jej członkowie, jak zwykle w kontaktach z dziennikarzami, milczeli - podaje RMF.
Zdaniem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, kontrola wypadła jednak dobrze. To, co powiedzieli dla nas było bardzo sympatyczne, że nie tracili czasu na tłumaczy - mówił prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. - O wszystkim rozmawialiśmy po angielsku - dodał. UEFA ostrzegała przed przekazywaniem obiektów w ostatniej chwili, tak jak to było w Atenach przed igrzyskami, gdzie oddawano do użytku linię tramwajową miesiąc przed pierwszym meczem. Wygląda na to, że tym razem nie będzie na to zgody UEFA.
Przygotowania do mistrzostw będą znaczone powtarzającymi się kontrolami przeprowadzanymi przez UEFA. Komisja federacji zakończyła właśnie wizytację Gdańska. Jej członkowie, jak zwykle w kontaktach z dziennikarzami, milczeli - podaje RMF.
Zdaniem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, kontrola wypadła jednak dobrze. To, co powiedzieli dla nas było bardzo sympatyczne, że nie tracili czasu na tłumaczy - mówił prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. - O wszystkim rozmawialiśmy po angielsku - dodał. UEFA ostrzegała przed przekazywaniem obiektów w ostatniej chwili, tak jak to było w Atenach przed igrzyskami, gdzie oddawano do użytku linię tramwajową miesiąc przed pierwszym meczem. Wygląda na to, że tym razem nie będzie na to zgody UEFA.
niedziela, 18 listopada 2007
Prezydent pogratulował naszym piłkarzom
Bezpośrednio po zwycięskim meczu Polska - Belgia Michał Kamiński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP przekazał osobiście gratulacje awansu do finałów mistrzostw Europy od Lecha Kaczyńskiego Prezydenta RP trenerowi Leo Beenhakkerowi oraz polskim piłkarzom.
sobota, 17 listopada 2007
El. ME: Jak pokonać Belgię?
Już tylko godziny dzielą nas od meczu Polska - Belgia na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Zwycięstwo na Belgiami zapewni biało-czerwonym awans do Euro 2008. Jak tego dokonać?
"Polacy wyjdą na ten mecz z jednym wysuniętym Żurawskim w ataku, co nie oznacza, że będzie to wariant ultradefensywny, bo do ataku będą włączali się również boczni pomocnicy" - prognozuje na łamach "Przeglądu Sportowego" były trener kadry Wojciech Łazarek.
"Nasza gra będzie uzależniona od poczynań Belgów, którzy raczej nie rzucą się do ataku, będą obawiali się kompromitacji i zaangażują się w grę obronną. Jeżeli będą chcieli bronić pressingiem, to na drugą połowę zabraknie im sił, co stworzy szanse dla nas. Dlatego musimy zagrać spokojnie i rozważnie, bo jak mówi stara zasada - by wygrać, najpierw trzeba nie przegrać. Dlatego trzeba pamiętać o asekuracji, po stracie piłki Polacy będą ostro zasuwali do obrony. Jeżeli Błaszczykowski zastąpi w środku pola Dudkę, to może to ciekawie wyglądać, bo Kuba, poza szybkością i zwrotnością ma też inną zaletę - potrafi szybko po stracie piłki przejść do defensywy" - dodał Łazarek.
"Ponieważ grałem już mecze o tak wysoką stawkę, to doskonale wiem, jakie to ogromne obciążenie dla całego zespołu. Dlatego trener Leo Beenhakker musi przede wszystkim zadbać o psychikę swoich piłkarzy, zdjąć z nich stres, jaki towarzyszy takim meczom. Belgowie zagrają o pietruszkę, dzięki czemu nie ciąży na nich żadna presja. Wielkość trenera Beenhakkera poznamy po tym, czy będzie on potrafił sprawić, by Polacy zagrali na luzie, by zapomnieli, o jak ogromną stawkę walczą. Ja doskonale wiem jak to zrobić, ale tego w tej chwili nie powiem. To już zadanie trenera Leo Beenhakkera, który dostaje za swoją pracę 600 tysięcy euro, więc ja nie zamierzam zdradzać tego sekretu za friko" - powiedział były selekcjoner Jacek Gmoch.
"Zagrałbym w tym meczu bardzo odważnie, przede wszystkim starał się szybko rozstrzygnąć losy tego spotkania. Co nie znaczy, że zagrałbym głupio i mało rozważnie. Do meczu z Belgią Polacy muszą podejść niezwykle skoncentrowani, z pełną świadomością, że jesteśmy lepszą drużyną od nich. Belgia jest zespołem w przebudowie, to drużyna w zasięgu naszych możliwości. Ani na minutę nie można o tym zapomnieć. Musimy wykorzystać atut naszego stadionu, doping kibiców w śląskim piekiełku. Nie można grać tak kunktatorsko jak z Kazachstanem, gdy czekaliśmy na błędy przeciwnika, bo wtedy zawsze można się naciąć na szybką kontrę rywala. Odnośnie składu na ten mecz nie powiem ani słowa. Trener Beenhakker najlepiej wie, kto na jakiej pozycji powinien zagrać" - stwierdził były szkoleniowiec biało-czerwonych Antoni Piechniczek.
"Polacy wyjdą na ten mecz z jednym wysuniętym Żurawskim w ataku, co nie oznacza, że będzie to wariant ultradefensywny, bo do ataku będą włączali się również boczni pomocnicy" - prognozuje na łamach "Przeglądu Sportowego" były trener kadry Wojciech Łazarek.
"Nasza gra będzie uzależniona od poczynań Belgów, którzy raczej nie rzucą się do ataku, będą obawiali się kompromitacji i zaangażują się w grę obronną. Jeżeli będą chcieli bronić pressingiem, to na drugą połowę zabraknie im sił, co stworzy szanse dla nas. Dlatego musimy zagrać spokojnie i rozważnie, bo jak mówi stara zasada - by wygrać, najpierw trzeba nie przegrać. Dlatego trzeba pamiętać o asekuracji, po stracie piłki Polacy będą ostro zasuwali do obrony. Jeżeli Błaszczykowski zastąpi w środku pola Dudkę, to może to ciekawie wyglądać, bo Kuba, poza szybkością i zwrotnością ma też inną zaletę - potrafi szybko po stracie piłki przejść do defensywy" - dodał Łazarek.
"Ponieważ grałem już mecze o tak wysoką stawkę, to doskonale wiem, jakie to ogromne obciążenie dla całego zespołu. Dlatego trener Leo Beenhakker musi przede wszystkim zadbać o psychikę swoich piłkarzy, zdjąć z nich stres, jaki towarzyszy takim meczom. Belgowie zagrają o pietruszkę, dzięki czemu nie ciąży na nich żadna presja. Wielkość trenera Beenhakkera poznamy po tym, czy będzie on potrafił sprawić, by Polacy zagrali na luzie, by zapomnieli, o jak ogromną stawkę walczą. Ja doskonale wiem jak to zrobić, ale tego w tej chwili nie powiem. To już zadanie trenera Leo Beenhakkera, który dostaje za swoją pracę 600 tysięcy euro, więc ja nie zamierzam zdradzać tego sekretu za friko" - powiedział były selekcjoner Jacek Gmoch.
"Zagrałbym w tym meczu bardzo odważnie, przede wszystkim starał się szybko rozstrzygnąć losy tego spotkania. Co nie znaczy, że zagrałbym głupio i mało rozważnie. Do meczu z Belgią Polacy muszą podejść niezwykle skoncentrowani, z pełną świadomością, że jesteśmy lepszą drużyną od nich. Belgia jest zespołem w przebudowie, to drużyna w zasięgu naszych możliwości. Ani na minutę nie można o tym zapomnieć. Musimy wykorzystać atut naszego stadionu, doping kibiców w śląskim piekiełku. Nie można grać tak kunktatorsko jak z Kazachstanem, gdy czekaliśmy na błędy przeciwnika, bo wtedy zawsze można się naciąć na szybką kontrę rywala. Odnośnie składu na ten mecz nie powiem ani słowa. Trener Beenhakker najlepiej wie, kto na jakiej pozycji powinien zagrać" - stwierdził były szkoleniowiec biało-czerwonych Antoni Piechniczek.
piątek, 16 listopada 2007
"Skoczyć przeciwnikowi do gardła"
"Presja w takich meczach jest olbrzymia, ale w reprezentacji jest wielu doświadczonych piłkarzy, którzy nie raz grali w meczach o taką stawkę" - mówi Piotr Świerczewski, były piłkarz reprezentacji przed meczem Polska - Belgia.
Pomocnik Kolportera Korony Kielce nie ukrywa, że jest optymistą przed sobotnim meczem biało-czerwonych z Belgią. Zwycięstwo zapewni Polakom pierwszy w historii awans do finałów mistrzostw Europy.
"Belgowie przyjechali do Polski w osłabionym składzie. Grają praktycznie o nic. Jestem przekonany, że nasi piłkarze wyjdą bardzo zdeterminowani na to spotkanie i wygrają. Muszę przyznać, że bardzo mi się podobała gra naszej reprezentacji w tych eliminacjach. Przede wszystkim mądrze graliśmy taktycznie, w czym duża zasługa trenera Beenhakkera" - powiedział Świerczewski.
Dodał, że sam bardzo lubi grać mecze o bardzo wysoką stawkę. "Mnie nigdy nie przeszkadzała tego typu otoczka, jaką media kreują wokół tego meczu. Wręcz przeciwnie, dobrze się czułem w takich spotkaniach, gdzie można było "skoczyć przeciwnikowi do gardła". Presja jest olbrzymia, ale w reprezentacji gra wielu doświadczonych piłkarzy, którzy nie raz występowali w meczach o dużą stawkę. Oni mają świadomość, że mogą się zapisać dużymi literami w historii polskiego sportu" - stwierdził.
Sam miał okazję uczestniczyć w podobnym wydarzeniu. W 2001 roku Polacy właśnie na Stadionie Śląskim pokonali Norwegię 3:0 i awansowali po 16 latach przerwy do mistrzostw świata. "To było wyjątkowe przeżycie i dla mnie jest to jeden z najważniejszych meczów w karierze. Trochę jednak za bardzo zachłysnęliśmy się tamtym sukcesem. Za dużo było hurraoptymizmu przed samymi mistrzostwami. Dlatego to jest też przestroga dla naszej reprezentacji. Trzeba mieć zawsze pokorę i szacunek dla przeciwników" - podkreślił 35-letni piłkarz.
Świerczewski rozegrał w reprezentacji Polski 70 spotkań, strzelił jedną bramkę. Uczestniczył w mistrzostwach świata w 2002 roku w Japonii i Korei. Jest wychowankiem Sandecji Nowy Sącz, grał m.in. w GKS Katowice, francuskich klubach - St. Etienne, Bastii, Olympique Marsylia, Lechu Poznań, Cracovii i Groclinie Dyskobolii Grodzisk. Obecnie jest zawodnikiem Korony Kolportera Kielce.
Pomocnik Kolportera Korony Kielce nie ukrywa, że jest optymistą przed sobotnim meczem biało-czerwonych z Belgią. Zwycięstwo zapewni Polakom pierwszy w historii awans do finałów mistrzostw Europy.
"Belgowie przyjechali do Polski w osłabionym składzie. Grają praktycznie o nic. Jestem przekonany, że nasi piłkarze wyjdą bardzo zdeterminowani na to spotkanie i wygrają. Muszę przyznać, że bardzo mi się podobała gra naszej reprezentacji w tych eliminacjach. Przede wszystkim mądrze graliśmy taktycznie, w czym duża zasługa trenera Beenhakkera" - powiedział Świerczewski.
Dodał, że sam bardzo lubi grać mecze o bardzo wysoką stawkę. "Mnie nigdy nie przeszkadzała tego typu otoczka, jaką media kreują wokół tego meczu. Wręcz przeciwnie, dobrze się czułem w takich spotkaniach, gdzie można było "skoczyć przeciwnikowi do gardła". Presja jest olbrzymia, ale w reprezentacji gra wielu doświadczonych piłkarzy, którzy nie raz występowali w meczach o dużą stawkę. Oni mają świadomość, że mogą się zapisać dużymi literami w historii polskiego sportu" - stwierdził.
Sam miał okazję uczestniczyć w podobnym wydarzeniu. W 2001 roku Polacy właśnie na Stadionie Śląskim pokonali Norwegię 3:0 i awansowali po 16 latach przerwy do mistrzostw świata. "To było wyjątkowe przeżycie i dla mnie jest to jeden z najważniejszych meczów w karierze. Trochę jednak za bardzo zachłysnęliśmy się tamtym sukcesem. Za dużo było hurraoptymizmu przed samymi mistrzostwami. Dlatego to jest też przestroga dla naszej reprezentacji. Trzeba mieć zawsze pokorę i szacunek dla przeciwników" - podkreślił 35-letni piłkarz.
Świerczewski rozegrał w reprezentacji Polski 70 spotkań, strzelił jedną bramkę. Uczestniczył w mistrzostwach świata w 2002 roku w Japonii i Korei. Jest wychowankiem Sandecji Nowy Sącz, grał m.in. w GKS Katowice, francuskich klubach - St. Etienne, Bastii, Olympique Marsylia, Lechu Poznań, Cracovii i Groclinie Dyskobolii Grodzisk. Obecnie jest zawodnikiem Korony Kolportera Kielce.
czwartek, 15 listopada 2007
Żurawski: Ufam decyzjom Beenhakkera
Maciej Żurawski wielokrotnie był zawodnikiem, od którego zaczynano ustalanie wyjściowego składu reprezentacji Polski. Od jakiegoś czasu "Żuraw" nie gra jednak w klubie i z roli gwiazdy stał się zmiennikiem w kadrze narodowej.
- Trener często pokazywał, że miał bardzo trafne decyzje. I to pozwala ufać, że kolejne będą również słuszne. Beenhakker wie, że nie gram w klubie, więc nie jest do końca pewny, w jakiej tak naprawdę jestem dyspozycji meczowej. W treningu mogę się świetnie czuć, a co innego podczas meczu. Rozmawiałem zresztą o tym z trenerem - mówi Żurawski.
- Dlatego nie grając od początku, nie traktuje tego w kategoriach braku zaufania trenera wobec mojej osoby. Zdaje sobie sprawę, że nie gram, a to pozwala różnie myśleć na temat mojej formy - dodaje napastnik Celtiku Glasgow.
- Trener często pokazywał, że miał bardzo trafne decyzje. I to pozwala ufać, że kolejne będą również słuszne. Beenhakker wie, że nie gram w klubie, więc nie jest do końca pewny, w jakiej tak naprawdę jestem dyspozycji meczowej. W treningu mogę się świetnie czuć, a co innego podczas meczu. Rozmawiałem zresztą o tym z trenerem - mówi Żurawski.
- Dlatego nie grając od początku, nie traktuje tego w kategoriach braku zaufania trenera wobec mojej osoby. Zdaje sobie sprawę, że nie gram, a to pozwala różnie myśleć na temat mojej formy - dodaje napastnik Celtiku Glasgow.
środa, 14 listopada 2007
Remis z Belgią też może dać nam awans
Zwycięstwo w sobotnim meczu z Belgią na Stadionie Śląskim w Chorzowie zapewni polskim piłkarzom awans do turnieju finałowego mistrzostw Europy.
Historyczny sukces może jednak stać się faktem także w przypadku innego rozstrzygnięcia, choć wtedy jest uzależniony od spełnienia kilku warunków.
Dwie kolejki przed końcem eliminacji Polska prowadzi w tabeli grupy A eliminacji Euro-2008. Podopieczni Leo Beenhakkera w 12 meczach zdobyli 24 pkt i o jeden wyprzedzają Portugalczyków oraz o cztery Serbów, a także Finów.
Trzy punkty w meczu z Belgią zapewnią "biało-czerwonym" pierwszy w historii awans do ME niezależnie od rozstrzygnięć w innych sobotnich meczach. Tego dnia Portugalia zagra z Armenią, Finlandia z Azerbejdżanem, a Serbia z Kazachstanem.
Polscy piłkarze i kibice mogą się cieszyć z awansu także w przypadku np. remisu w Chorzowie, ale wówczas muszą zostać spełnione dwa warunki:
# Serbia nie może pokonać Kazachstanu
# punkty musi stracić Portugalia lub Finlandia.
Wtedy z rywalizacji odpadną Serbowie (co najmniej cztery punkty straty do Polski), a jeden z dwóch pozostałych rywali w walce o awans straci szansę wyprzedzenia ekipy Beenhakkera, gdyż w ostatniej serii spotkają się oni ze sobą.
Aby radość z awansu osłodziła gorycz porażki Polaków z Belgami, konieczne są również przegrane Serbów i Finów lub remis drużyny ze Skandynawii przy jednoczesnej porażce Portugalii.
Jeżeli Polacy w sobotę nie wygrają i nie zostaną spełnione wyżej wymienione warunki, wówczas losy awansu rozstrzygną się w środę 21 listopada, kiedy zagrają z Serbami w Belgradzie, a Portugalczycy zmierzą się w Porto z Finami.
Zgodnie z regulaminem UEFA, przy równej liczbie punktów dwóch lub więcej zespołów o kolejności w tabeli decyduje bilans bezpośrednich meczów między nimi. Polacy mają korzystny z Portugalią, niekorzystny z Finlandią, a rewanżowe spotkanie z Serbią dopiero przed nimi.
Historyczny sukces może jednak stać się faktem także w przypadku innego rozstrzygnięcia, choć wtedy jest uzależniony od spełnienia kilku warunków.
Dwie kolejki przed końcem eliminacji Polska prowadzi w tabeli grupy A eliminacji Euro-2008. Podopieczni Leo Beenhakkera w 12 meczach zdobyli 24 pkt i o jeden wyprzedzają Portugalczyków oraz o cztery Serbów, a także Finów.
Trzy punkty w meczu z Belgią zapewnią "biało-czerwonym" pierwszy w historii awans do ME niezależnie od rozstrzygnięć w innych sobotnich meczach. Tego dnia Portugalia zagra z Armenią, Finlandia z Azerbejdżanem, a Serbia z Kazachstanem.
Polscy piłkarze i kibice mogą się cieszyć z awansu także w przypadku np. remisu w Chorzowie, ale wówczas muszą zostać spełnione dwa warunki:
# Serbia nie może pokonać Kazachstanu
# punkty musi stracić Portugalia lub Finlandia.
Wtedy z rywalizacji odpadną Serbowie (co najmniej cztery punkty straty do Polski), a jeden z dwóch pozostałych rywali w walce o awans straci szansę wyprzedzenia ekipy Beenhakkera, gdyż w ostatniej serii spotkają się oni ze sobą.
Aby radość z awansu osłodziła gorycz porażki Polaków z Belgami, konieczne są również przegrane Serbów i Finów lub remis drużyny ze Skandynawii przy jednoczesnej porażce Portugalii.
Jeżeli Polacy w sobotę nie wygrają i nie zostaną spełnione wyżej wymienione warunki, wówczas losy awansu rozstrzygną się w środę 21 listopada, kiedy zagrają z Serbami w Belgradzie, a Portugalczycy zmierzą się w Porto z Finami.
Zgodnie z regulaminem UEFA, przy równej liczbie punktów dwóch lub więcej zespołów o kolejności w tabeli decyduje bilans bezpośrednich meczów między nimi. Polacy mają korzystny z Portugalią, niekorzystny z Finlandią, a rewanżowe spotkanie z Serbią dopiero przed nimi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)